Wiatr delikatnie porusza liśćmi muskając je ze wszystkich stron. Lato powoli dobiega końca. Natura ma wielką siłę,moc zmieniania pór roku. Sprawia ,że zielone liście żółkną i opadają z drzew ,a świat skrywa się pod biała kołdrą cienkiego puchu ,żeby na wiosnę wszystko znów zaczęło budzić się do życia.
Czas jest drugim z wielu mocarzy tego świata.Czas zmienia ludzi,miejsca, burzy mury, te większe i te mniejsze.
Czas można porównać do lustra w którym odbijają się nasze wspomnienia. Ludziom często go brakuje albo mówią,że przecieka im między palcami. Dorośli nie mają czasu.Na cokolwiek. Nie mają czasu się zatrzymać, pomyśleć o kimś innym niż oni sami.Czas jest jak rzeka, która rwie do przodu, nie zważając na przeszkody. Odkrywa przed nami wszystkie prawdy, które przegapiliśmy. Czasu możemy żałować, nie mieć , ale nigdy nie możemy go cofnąć ze względu na jego podobieństwo do człowieka. Ludzie też idą przed siebie, nie możemy cofnąć tego jakimi byliśmy. Jesteśmy lustrami przechowującymi wspomnienia. Ludzie zmieniają ludzi i mają wielką moc ranienia lub pomagania innym.
Trzecią siłą jest wojna,a jej rodzicielem człowiek.
Wojna. Przypomina mi głos w górach. Jeśli krzykniesz, echo poniesie się daleko, a jeśli zrobisz to za głośno możesz wywołać lawinę nieprzewidzianych zdarzeń. Wojna nigdy nie przechodzi bez echa.Pozostawia za sobą zgliszcza, przypomina bezlitosny huragan,kiedy mija nic już nie jest takie jak wcześniej. Zostają tylko ruiny tego co było kiedyś. Kiedyś mija ale nie ma rzeczy, która nie uległa by zmianie. Mimo wygranej cieszyć się mogli nieliczni. Wielu ludzi straciło wszystko co posiadali. Rodzinę dom a czasem samych siebie. Ilu nie wróciło do codziennego życia ? Pierwsze tygodnie przeplatane były świętowaniem wolności i pogrzebami tych którzy oddali swoje życie. Dracon Malfoy oparł się czołem o szybę okna w gabinecie swojego szefa. Przymknął oczy . To był jego drugi tydzień na pracy magomedyka i sam nie wiedział ile jeszcze wytrzyma albo raczej uznał,że dłużej nie wytrzyma. Pomagał w szpitalu w ramach prac społecznych ale to co tu zobaczył...Widok ludzi którzy trafili tu dotknięci piętnem wojny podziałał na niego jak kubeł zimnej wody. Chciał zostać przeniesiony. Jak najdalej stąd. Pomagał tu tylko dlatego ,że dostał prace społeczne jako ,,karę'' za to ,że był w szeregach śmierciożerców. Po wakacjach mógł zacząć grę w znanej drużynie Quiditcha ae przez pierwszy miesiąc musiał nosić nadajnik . Nawet teraz czuł zimną stal otaczającą jego nadgarstek Wreszcie drzwi uchyliły się,Draco odsunął się od okna ,a ordynator wszedł do środka uśmiechając się do młodego Malfoya.
-Co cię do mnie sprowadza ? -spytał od razu, siadając przy biurku.
-Chciałbym,żeby mnie pan przeniósł
-Przeniósł ? -powtórzył bezwiednie mężczyzna przetrawiając tę informacje.
-Tak,gdziekolwiek
-W tym momencie mam tylko jedno wolne miejsce,właściwie z twoim talentem...
-Wezmę ten wolny wakat -przerwał były Ślizgon.
-Hmm no dobrze-szef naskrobał coś na kawałku papieru i podał swojemu podwładnemu-powiedz,że ja cię przeniosłem.
-Dziękuje - blondyn skłonił sztywno głowę po czym wyszedł,umykając spod palącego ojcowskiego spojrzenia lekarza.
Spojrzał na kartkę,przeniesiono go na oddział psychiatryczny. No cóż,tam chyba nie będzie gorzej,wszedł na oddział i ruszył do gabinetu przełożonej. Zatrzymała go pielegniarka,która po przeczytaniu kartki przywołała teczkę i podała mu.
-Z tego co mi wiadomo zaczyna pan od jutra. To karta pacjentki,którą będzie się pan zajmował-miała coś dodać ale na jej ręce wylądował samolocik.
Przeczytała jego treść z niezadowolną miną,przeprosiła go i ruszyła w głąb oddziału. Pozostawiony sam sobie wolno ruszył do wyjścia,zostawił na wieszaku swoją niebiesko-srebrną szatę z emblematem przedstawiającym czaszkę. Coś w stylu upomnienia co się stanie jeśli nie poradzą sobie z chorobą pacjenta. Nowy szpital został założony po wyburzeniu połowy Śmiertelnego Nokturnu i miał kilka oddziałów więcej niż w świętym Mungu. Był lepiej wyposażony i nie tak obskurny jak Mung,jednak lekarze ściśle ze sobą współpracowali,wymieniając ze sobą nawzajem wiedzę magomedyczną. Szpital nie miał jeszcze nadanego imienia z braku czasu ,po wojnie wielu ludzi potrzebowało pomocy i priorytetem było wyleczenie ich. Draco wyszedł z Dziurawego Kotła i wsiadł do samochodu. Teczkę rzucił na siedzenie obok,odpalił silnik i ruszył przed siebie ulicami Londynu. Po kilkunastu minutach korków dotarł pod bramę posiadłości. Samochód zostawił w garażu po czym schodami ruszył do mieszkania. Jego kroki odbijały się echem po całym niemal domu. Nastawił ekspress a teczkę rzucił na stół. Opróżnił kubek wpatrując się w stos kartek jakby liczył,że znikną pochłonięte przez czarną dziurę. Westchnął,no to do roboty Malfoy. Rozłożył się wygodnie na sofie i otworzył,pierwsza strona sprawiła,że niemal nie wypuścił wszystkiego z rąk. Wyprostował się i jeszcze raz przeczytał naazwisko. Hermiona Jean Granger Wyprostował się i jeszcze raz przeczytał nazwisko. Hermiona Jean Granger. Gorączkowo otworzył teczkę upuszczając dwa zdjęcia. Na pierwszym poznał ją bez trudu. Naczelna kujonica Hogwartu Panna-Przeczytałam-Historie-Hogwartu-Granger. Na drugim zdjęciu wszystko nie było już tak oczywiste. Nie patrzyła w obiektyw tylko w dal. Oczy kiedyś zawsze roześmiane lub skupione nad kolejną książką teraz jarzyły się chorobliwym blaskiem. Włosy wprawdzie umyte i z cieniem dawnego połysku związała w surowy koński ogon jakby nie zależało jej na wyglądzie. Im dłużej patrzył tym bardziej jej nie poznawał,uwydatnione kości policzkowe, cera kiedyś opalona z licznymi piegami teraz byłaby chlubą każdego wampira. Wszyscy się poddaliśmy,mimo wygranej pomyślał. Zdenerwował go jej stan. On też tam był,po drugiej stronie było tak samo,jeżeli nie gorzej. Przed oczami miał twarze trupów,nawiedzających go w snach krzyczących jego imię wciągających go w bezdenną toń i torturując dopóki nie budził się zlany potem. Jakże odważnie skwitował z sarkazmem,ale ona. Ona wygrała tę wojnę i był w 99% pewny,że ona rozwikłała większość problemów Głuppotera i Łasicy,nie miała prawa się załamać pomyślał ze złością czując jak wzbiera w nim gniew. Kurwa ! Uderzył w stolik, żeby pozbyć się chociaż części złości. Wiedział,że życie nie gra fair ale tym razem było to jak cios poniżej pasa. W co mieli wierzyć ludzie kiedy ich ,,przywódcy´´ lądowali po wojnie w wariatkowie ? Stanął przy oknie mieszkania. Nic nie układało się tak jak powinno. On powinien grać odkąd dostał propozycje wstąpienia do drużyny, wojna nie powinna zebrać tak krwawego żniwa,Granger powinna być teraz z Rudą Weasley´ów pocieszać ją po śmierci brata. Chociaż właściwie,jeden rudzielec mniej czy więcej to nie różnica . Nienawidził się za te momenty kiedy najchętniej rozpamiętywałby to co się wydarzyło. Nigdy nie był miękki więc nawet teraz nie zamierzał się dłużej nad sobą roztkwilać. Wytrzyma te tygodnie ,a potem zapomni o tym koszmarze,po pierwszym wygranym meczu kupi sobie ogromny apartament i zamieszka tam calkiem sam z dala od ludzi i ich wścibskich spojrzeń.
Z papierów wynikało,że dziewczyna nie kontaktuje się z otoczeniem,w ogóle. Podstawowe czynności jak ubieranie,jedzenie na tym się chyba kończyło. Nie chciała rozmawiać,ignorowała wszystkich i nie okazywała zainteresowania w czasie odwiedzin jej przyjaciół i znajomych. Nie czekał na niego zbyt łatwy dzień. Nawet nie chciał się zastanawiać co ma tak właściwie z nią zrobić. Naskrobał krótką wiadomość do Zabiniego,a po chwili w przedpokoju rozległ się trzask .
-Nieźle cię wkopał - rzucił Diabeł ledwo przekroczył próg pokoju. Rzucił przemoczony płaszcz na fotel czym zasłużył na ostry syk Draco.
-No dobra dobra - powiedział obronnie po czym niechętnie wstał i demonstracyjnie przemaszerował przez salon. Powiesił płaszcz w szafie mrucząc pod nosem coś w stylu ,,na Merlina dokładnie jak moja matka´´ po czym wrócił sadowiąc się naprzeciw milczącego Malfoy´a.
-Proponuje żebyśmy gdzieś wyszli -oznajmił Smok przeciągając się nonszalancko.
-Proponujesz mi klub ? Więc nie wezwałeś mnie tu wstrząśnięty stanem twojej pacjentki ? Blondyn parsknął
-Wiem,że skleroza nie boli tylko postępuje, ale nawet Longbottom wie,że nigdy mnie nie obchodziła. To szlama Diable,a w dodatku mój odwieczny wróg,przyjaciółeczka Bliznowatego.
Zabini przez moment nic nie odpowiadał na ten wywód jednak wreszcie zdecydował się przerwać wyczekującą ciszę.
-Pod warunkiem,że ja wybieram. Ty zaciągnąłbyś mnie do eleganckiej restauracji z dziesiątkami dziwnych widelcy i łyżek.
-Ha ha, zabawne-skwitował młody Malfoy-no,ale przedstaw wreszcie tę swoją dziurę.
-Pod Nocnym Aniołem nie byłem ale ostatnio jest o nim głośno i załatwiłem nam wejściówki. No co ? -uśmiechnął się przebiegle patrząc na zirytowanego przyjaciela-Wiedziałem,że się zgodzisz,a gdyby mój plan nie wypalił wziąłbym Notta. -Dobrze wiesz,że bym ci nie odmówił - odburknął chłopak wstając - jeśli chcesz w pokoju gościnnym powinny wisieć jakieś ubrania- powiedział ze śmiechem lustrując przemoczonego Blaisa.
-Nawet mokry wyglądam lepiej od ciebie-skontrował wyśmiewany. Spojrzeli na siebie i jak na komende rzucili się obaj do schodów przepychając jeden drugiego. Pierwszy szczytu schodów dopadł Zabini
-Szukający,pożal się boże - zaśmiewał się wygrany - dziś ty stawiasz pierwsze dwa drinki
-Dałem ci wygrać - stwierdził Malfoy nie tracąc rezonu.
Wejście było ozdobione cytatem ,,Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"* Ze środka czuć było siarkę i dym jakby w środku czaił się smok, ale jedyne co ich zaatakowało to kolejne nuty ostrego rocka. Gdzieniegdzie w klubie płonął zimny ogień w którym chłodziły się drinki.Parkiet wyglądał jakby płonął,a płomienie lizały tańczących nie parząc ich. Czerwone kanapy i czarne stoliki oddzielone były od siebie taflą wyglądającą jak otchłań piekieł. Co dziwniejsze w sali nie było kelnerek ani kelnerów nawet baru a mimo to goście pili wymyślne drinki. Usiedli na miejscu.
-Patrz uważnie - mruknął Zabini-Dwa razy cosmo i ognistą whiskey-rzucił w ścianę przed nimi. Po chwili wyłoniła się z niego blada wysoka blondynka Podała im drinki i uśmiechnęła się odsłaniając...kły ? Po czym odwróciła się i wkroczyła w piekielne płomienie znikając im z oczu z czego Draco wywnioskował,że tafla jest czymś w rodzaju portalu. Sprytne i jakby nie patrzeć niecodzienne.
-To był wampir ? One nie powinny mieć czerwonych oczu i wewnętrznego głosu żądającego krwi? -spytał w końcu przypominając sobie dziewczynę
-To wampirzyca-potwierdził jego towarzysz-czerwone oczy to mit.Za łatwo byłoby ich rozpoznać i zabić,a żądza krwi...no cóż,krew czarodzieja nie nadaje się jako kefir dla wampirów
-Powinienem wiedzieć o czymś jeszcze ?
-Nie zdziw się wilkołakami, duchami, leśnymi boginkami itd itd. I oczywiście są też anioły
-Słucham ? - spytał zszokowany Draco do tej pory wpatrzony w parkiet.
-Tam jest - Blais wskazał mu dziewczynę tańczącą na parkiecie. Długie włosy kołysały się w rytm kroków.
-Wygląda całkiem normalnie
-Pod niektórymi kątami widać jej srebrne tatuaże,a poza tym ma blizny po wyrwanych skrzydłach. To upadły anioł- Zabini z uśmiechem patrzył jak Smok zbiera szczękę z podłogi.
-A powiedziałby ktoś,że takie rzeczy to tylko w baśniach - rzucił zdziwiony upijając łyk cosmopolitan na co Diabeł wzruszył ramionami.
Resztę wieczoru spędzili popijając drinki,a blondyn twardo sobie obiecał,że nic go już nie zdziwi. Przy wyjściu wpadła na niego kobieta,odruchowo ją przytrzymał,ale ona wyrwała się i znikła w tłumie tańczących zostawiając go z jednym zdaniem rezonującym w głowie. Najłatwiejsza droga wiedzie przez umysł. Za dużo wypiłeś Malfoy pomyślał z pijackim rozbawieniem.
Z samego rana na niezłym kacu stawił się na oddziale, szybko przemierzając kolejne korytarze aż dotarł do pokoju nr.3 Zatrzymał się,poprawił szatę która lekko zsunęła mu się z ramion gdy prawie biegł. Nacisnął klamkę i wszedł do środka,pokój był urządzony w kolorze lawendy i odcieni fioletu. Drobna postać siedziała na oknie bez zainteresowania obserwując toczące się za nim życie. Blondyn stanął w drzwiach nie wiedząc co z sobą zrobić.Na co oni wszyscy liczyli do diabła?! -Jestem twoim lekarzem -powiedział czując,że jego słowa padają w próżnię. Rzecz jasna zero reakcji. Podeszedł do okna i usiadł naprzeciw niej,nieobecne spojrzenie utkwiła gdzieś poza nim. Teoretycznie nie miał pozwolenia,ale...skupił się na jej myślach i wniknął w jej umysł. Bariery i to solidne jakby za wszelką cenę chciała się odgrodzić. Wycofał się pozostawiając je nienaruszone.Nie wiedział jak to może na nią wpłynąć.Nie wiedział ,bo nie miał żadnego wykształcenia na psychologa,ktoś go w to wrobił i to celowo.
-Więc może powtórzę jeszcze raz,nie mam doświadczenia i nie będę jej cholernym psychologiem.
-Panie Malfoy, chyba się pan zapomniał. Nie przeczę,że liczyliśmy na jej reakcję na pana widok.Niestety nie udało się dlatego dostaje pan wolną rękę,proszę ją doprowadzić do stanu sprzed wojny
-Z czyjego ramienia otrzymałem to polecenie ? -spytał kpiąco
-Z mojego -odparł facet,który wszedł do pomieszczenia.
-Potter
-Malfoy
Obaj wymienili krótki uścisk dłoni.
-Nie jestem cudotwórcą ani nawet psychologiem.
-Psychologowie nie dali rady,na Merlina! Myślisz,że angażowałbym cię gdybym miał inne wyjście? Działasz na nią silniej niż ktokolwiek inny i nie mówię,że pozytywnie-dodał gdy Malfoy prychnął pogardliwie-Liczę na twoją pomysłowość-dokończył po czym wyszedł nie żegnając się z dyrektorką.
-Biorę Granger do siebie-powiedział patrząc twardo na 40-letnią kobietę siedzącą za biurkiem. Niech spróbuje mi teraz zabronić pomyślał.
-Jej ubrania są w dolnej szafce w jej pokoju-odpowiedziała tylko wracając do pracy.
Wyprowadził ją ze szpitala,usadził na fotelu w samochodzie,zapiął jej pasy i ruszył. Nie miał pojęcia co z nią zrobić zachowywała się w najlepszym wypadku jak kłoda. Podjechał pod swój dom i zaprowadził ją do mieszkania niosąc jej lekki plecak. Posadził ją na kanapie,a sam usiadł na fotelu czując na karku ciężar ciszy,która panowała w salonie.
-I co ci odbiło idioto? -spytał sam siebie półgłosem. Poukładał jej przybory toaletowe w łazience,a ubrania powiesił w pokoju gościnnym gdzie zamierzał ją ulokować. Kiedy już nie mógł wynaleźć sobie zajęcia wrócił na fotel i włączył radio,które zaczęło wygrywać rzewną melodię. Chyba Kociołek pełen miłości czy jakoś tak. Tym sposobem nawet się nie obejrzał kiedy Morfeusz wziął go w swoje ramiona.
Kiedy się ocknął dopiero po chwili dotarło do niego,że Granger gdzieś zniknęła. Szukał jej po całym mieszkaniu aż dotarł do małej biblioteki. Dziewczyna balansowała na drabinie opartej o półkę z książkami. Stanął pod nią ledwo opanowując chęć potrząśnięcia drabiną tak,żeby Gryfonka zleciała z niej z hukiem.
-Złaź Granger - warknął, ale jak mógł się domyślić dziewczyna nie posłuchała go. Niemal trzęsąc się ze złości czekał aż zejdzie na dół z księgą przyciśniętą do piersi. Jak gdyby nigdy nic wyminęła go. Chwycił ją za ramię, ona nagle odwróciła się księga upadła na podłogę,a dziewczyna skuliła się wrzeszcząc.Rękami zasłoniła uszy nie przestając krzyczeć,pokój wyciszony jak reszta mieszkania nie wypuszczał jej krzyków. Bez zastanowienia wszedł do jej umysłu,równie dobrze mógłby znaleźć się w piekle. Wrzaski,płacz,wybuchy. Wszedzie krew,martwe ciała i ogień przed jego oczami przewijały się postacie w czarnych szatach*,a wszędzie rozchodził się głos To twoja wina,twoja wina.
-Silencio ! -wrzasnął tracąc panowanie nad sobą.
Krzyki ucichły,a on wycofał się zszokowany. Jej myśli za bardzo przypominały mu jego koszmary. Opadł na kolana,przeklinając pod nosem oparł się o ścianę obok niej . Minęło trochę czasu zanim dziewczyna wstała i usiadła z książką na jego łóżku. Mógłby przysiąc,że czytając od czasu do czasu rzucała mu krótkie spojrzenia.
-Idę do kuchni - powiedział do niej nie spodziewając się reakcji i zszedł do kuchni. Jego popisowym daniem było spagetti z sosem z pomidorów z bazylią. Pansy śmiała się z niego,że w poprzednim wcieleniu był włochem i to bardzo grubym. Rozgrzał oliwę dodał cebule,czosnek i poczekał aż zmięknie. Odwrócił się i zamarł,w drzwiach stała Granger pierwszy raz patrząc prosto na niego. Podsunął jej deskę z pomidorami i na przykładzie jednego pokazał co ma z nim zrobić. Podał jej nóż a kiedy nie wzięła go położył go po prostu obok deski do krojenia,a ona po chwili wzięła go do ręki. Pracowali rzecz jasna w milczeniu. Kiedy skończyła usiadła na krześle,a on dodał pomidory,wino i bazylię do garnka. Odcedził makaron i wrzucił go do miski dodając do niego sos żeby się nie skleił. Wyjął dwa talerze i położył przed sobą i przed nią. Wstał jeszcze na chwilę,żeby podać starty do miski ser. Nałożył makaronu sobie a potem podał jej. Jadł w milczeniu przyglądając się swojej kuchni. Nie podobała mu się. Jasna pusta i nieskazitelnie czysta. Trącił ręką talerz a duża plama sosu pacnęła na białą wyspę przy której siedzieli.
-Chodziło mi o jakiś kolorystyczny akcent - wyjaśnił dziewczynie,która wpatrywała się w niego po czym wzięła trochę makaronu w palce, wsunęła do ust brudząc przy tym blat i samą siebie. Blondyn z uśmiechem odłożył widelec i zaczął jeść tak jak ona. Oboje skończyli ubrudzeni sosem. Chłopak podał jej serwetkę i sam też wytarł sobie usta i nos gdzie pacnęła go jedna z nitek.
-Na górze po lewej jest łazienka - oznajmił wkładając talerze do zlewu. K
iedy zasnęła pomyślał,że przydadzą się jej czyste ubrania. Nie budził jej tylko czekał aż zejdzie na dół. Nie zdążył rozpakować zakupów kiedy zeszła na dół ubrana w fioletową bluzę i jeansy,które jej kupił pod wpływem impulsu. Zdawało mu się,że będzie jej ładnie w tym kolorze.
- Kupiłem croissanty, naleśniki,syrop klonowy ,lody,owsianke,płatki,sok z pomarańczy z jabłek,kaktusowy,herbatę kawę i capuccino,bo nie wiedziałem co lubisz.
Wszystko ułożył na kilku talerzach,a napoje rozlał do szklanek. Sam usiadł i ukroił sobie połowę naleśników po czym przełożył na swój talerz. To samo zrobił z resztą jedzenia,a Hermiona poszła w jego ślady próbując każdego z ,,dań" Kończyli jedzenie kiedy do okna zastukała sowa. Niewielka,jedna z sów poleconych najczęściej noszących dokumenty.
Ze zdziwieniem zobaczył,że jest to wyciąg z konta. K.t.o.ś przelał na jego konto znaczną sumę,wiedział gdzie musi się udać. Drzwi otworzyła mu Molly Weasley, matka wszystkich Weasley´ów. -To do mnie - powiedział Wybraniec nim którekolwiek zdążyło się odezwać,ale nawet on przystanął zdziwiony na widok Hermiony. Zatkało pomyślał Ślizgon ze złośliwą satysfakcją ledwo przekroczyli próg na Granger rzuciła się Ruda jednak Malfoy złapał ją widząc,że starsza Gryfonka cofnęła się o pół kroku.
-To chyba nie najlepszy pomysł- powiedział, ale spotkał się ze złowrogim spojrzeniem wszystkich obecnych - Świetnie,proszę bardzo - powiedział puszczając Virginię,która objęła dziewczynę.
Efekt był natychmiastowy,jego towarzyszka zrobiła to samo co w mieszkaniu. Był świadomy,że tym razem silencio odpada. Wszedł do jej głowy starając się wysłać w jej kierunku falę spokoju. Mało kto wiedział,że jego umiejętności wychodziły daleko poza zwykłą legilimencję. Mógł przekazywać emocje i wspomnienia dzięki wejściu w inną strefę. Teraz starał się odeprzeć obrazy napływające do jej głowy. Ledwo się z tym uporał,a przestała wrzeszczeć. Zatoczył się i o mało nie upadł.
-Z łaski swojej,niech nikt nie wykonuje takich gestów znienacka-oparł się o ścianę czując jak powoli wracają mu siły i zmusił się do stanięcia prosto -Chcę pogadać,Potter - po tych słowach ruszył zagraconymi pomieszczeniami za Złotym Dzieckiem słysząc,że Granger idzie za nim. Nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu na wspomnienie miny Ginny Weasley. Usiadł na starodawnej kanapie z dziewczyną u boku.
-Nie chcę twoich pieniędzy,odcharowywuje zdradę nie pracuje- powiedział kiedy tylko za Harrym zamknęły się drzwi.
-To najmniej co mogę zrobić dla niej. Zresztą,odniosłeś sukces.
-Naprawdę? Jakoś mi to umknęło-stwierdził z sarkazmem blondyn utkwiwszy wzrok w parasolu w kształcie nogi trolla.
-Skłoniłeś ją do ubrania nowych ubrań,chodzi za tobą i dostrzega tylko ciebie. Nie okazuje nic wobec nas,a jeden dzień z tobą...czego potrzebujesz?-spytał w końcu rzeczowym tonem
-Wspomnień. Muszę wiedzieć jakie miejsca są dla was ważne. Będe musiał wyciągnąć z niej na pierwszy plan dobre wspomnienia i zatopić te nawiedzające ją podczas ataków
- Wyślę listę,nie pokazuj się tu często. Taki widok boli o wiele bardziej niż świadomość tego co jej jest-Złoty Chłopiec nachmurzył się nie patrząc na Ślizgona
-Jasne - odparł chwytając dziewczynę za dłoń i teleportując z trzaskiem.
- Teraz musimy czekać - powiedział do niej przechodząc przez salon-potrzebne ci będą ubrania.
Godzinę później siedział na skraju łóżka,a Gryfonka spała już twardym snem.Nie była specjalnie przydatna przy wyborze ubrań każde jego pytanie ignorowała tylko na niego patrząc. W końcu wybrał z katalogu kilka rzeczy według własnego uznania,przypominając sobie ubrania,w jakich widywał ją w Hogwarcie. Tym sposobem zamówił granatową zwiewną koszulę koszulę w czerwono granatową kratę,prostą rozpinaną bordowo fioletową bluzę z kapturem i białym zamkiem,do tego jeszcze zielona bejsbolówka.Musiał przyznać,że nie wie jaka pogoda będzie panować gdziekolwiek pojadą dlatego zadbał o wygodną sportową kurtkę i cieplejszy płaszcz.Nie wątpił że przyda jej się tez kilka par jeansów i butów
Największym szaleństwem jak dla niego był zakup spódnicy. Mimo wszystko pomyślał,że może nie chodziła w nich,ale nie sądził żeby miała w niej źle wyglądać. Sam też musiał zacząć się pakować,ale nie chciał jej zostawiać. Jeszcze nie.
Jeśli ktoś jest ciekawy innych ubrań Hermiony znajdziecie je tutaj -->
Mam nadzieję,że miniaturka się podoba :)
*cytat Z Dantego
Miniaturka zapowiada się interesująco :) nie mogę się doczekać aż się dowiem jak Draco radzi sobie jako psychiatra :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny,
Rosenatorka
Hej. Bardzo mnie to zaciekawiłoi nie mogę się doczekać co będzie dalej. Weny życzę :)
OdpowiedzUsuń