czwartek, 26 marca 2015

Miniaturka III cz.3

Podobało mu się,że wreszcie nie panowała między nimi cisza,przytłaczająca cisza. Wszystko dzięki a może raczej przez Teddy'ego. Stał patrząc jak chłopak wchodzi do domu. Inteligentny i szczery,jak większość Blacków,mógłby go polubić.


Kolejne dni nie przyniosły niczego nowego,a oboje zaczęli popadać w rutynę. Ona przy książkach,a on z uroczym chłopcem. Nic nie zrobiło już na niej wrażenia. Nawet portret Albusa ani trzecie piętro, gdzie podobno zakradła się z resztą Trójcy. Ba! Na widok Pokoju Wspólnego nic nawet w niej nie drgnęło. Następnym miejscem była Muszelka z tego co wiedział dom stał tam nadal nieco zaniedbany,ale do zamieszkania. Wystarczyły krótkie spożywcze zakupy i znów byli gotowi do drogi. Pożegnani przez Minerwe i Teda opuścili zamek nie robiąc wokół swojego odejścia szumu. Za długo tkwił z nią w miejscu i jeśli zamierzał to szybko zakończyć,należało się śpieszyć.

Jedyne co rzucało się w oczy to wreszcie kilka kilo więcej na szczupłej dziewczynie i albo mu się zdawało albo zaczynała odzyskiwać swój błysk w oku. Przyzwyczaił się już do jej małej dłoni w jego większej ręce. Czasami słyszał w sobie potwora namawiającego go do zanurzenia twarzy w jej włosach...ale ignorował to. Na tyle na ile mógł. W połowie drogi zaplanował postój. Prześpią się w namiocie,w końcu pół ich podróży w poszukiwaniu horkruksów spędziła w namiocie.


Pływałam,od wielu,wielu dni,dryfowałam po oceanie moich wspomnień próbujących mnie zatopić. Nie ma już granic,wszystkie zatarły się we mnie...kiedy? Nie wiem,nie jestem w stanie uchwycić liczb błąkających się po mojej głowie bez celu,bezsensu. Dryfują zbyt daleko ode mnie.Zamknął mnie mój własny umysł.


Błąd.

Sama się zamknęłam.

Nie chciałam niczego poza ukryciem siebie i swoich myśli tak głęboko jak to możliwe. Widziałam ściany pokoju,szmer głosów żądających mojej uwagi,tego czego nie mogłam im dać. Za dużo czasu spędziłam budując ten mur by teraz go zburzyć. Kiedy nie nawiedzały mnie koszmary i tylko swobodnie dryfowałam,chciałam tu zostać. Zauważyłam jednak zmiany,nie mogłam być całkiem ślepa. Widziałam nową twarz,coś co powinnam pamiętać,jednak on też mówił dlatego straciłam zainteresowanie. Ludzie mówili za dużo i zbyt często. Wymagali skupienia, uczestniczenia w ich rozmowach. Pytań i odpowiedzi.Kiedy go rozpoznałam było za późno. Wiedziałam,że przysłali go specjalnie. Żeby dręczył mnie, tak jak kiedyś. Zrobili to celowo. Zostaję sama. Drzwi znowu się zamykają,dając mi poczucie bezpieczeństwa. Chce je utrzymać, mieć lekkie złudzenie...znowu kroki. Wyłączam się,Hermiony Granger tu nie ma.


Nowe otoczenie,świeże powietrze,słońce. Posłusznie stawiam kroki dając sobą kierować. On w końcu mnie puszcza,siadam.Czekam. Biel osacza mnie ze wszystkich stron, jest wszędzie. Chcą mnie zgubić,nie czekam dłużej, uciekam. Pierwsze pomieszczenie. Tyle wspomnień zbliżających się do mnie. Podpełzają niepostrzeżenie, wślizgując się do mojego umysłu. Burzą spokojny ocean. Kartki papieru,ich zapach,szkolna biblioteka. Godziny spędzone na czytaniu. Pamiętam. Wyrywam ręke czując lodowaty dotyk. Ogień palący książki,pochłaniający meble. Korytarze. Krew,zapach śmierci. Oni już tu są,a ciała wraz z nimi.Nic nie zrobiłam. Mogłam ich ochronić,kiedy byłam Hermioną Granger. O n tu jest,n a p r a w d e go WIDZĘ,zdławił mój krzyk. Nie chcę pamiętać jak to zrobił,to kolejny klucz,otworzyłby drzwi,których nie chcę dotykać. Światło w ciemności,musi poprowadzić mnie za sobą.


Czuję ulgę,mam swój cel i wiem czego się trzymać,ale jak długo będę w stanie balansować na krawędzi szaleństwa.?


Krople uderzają o namiot. Nie mógł uwierzyć,że wziął ten mugolski,to chyba najgorsza noc jego życia.Myślał,że uda mu się nie korzystać z deportacji, ale nie miał wyboru. Każde ,,znikanie´´ na dłuższy dystans wyczerpywało go niemal tak samo jak wnikanie w myśli.Oczami wyobraźni widział już,że nie wyleczy Granger,Potter się wkurzy,a Weasley dołoży swoje. Miał szansę,jedyną i niepowtarzalną,trener nie będzie na niego czekał,a cały proces leczenia jakby zastygł w miejscu. Czuł,że po każdym kroku w przód następują dwa w tył. Zatopiony w ponurych myślach zasnął.

Obudziło go łaskotanie w policzek,a mianowicie włosy Granger... którą obejmował ramieniem. Przeklęte, ciasne, mugolskie namioty pomyślał przetaczając się na plecy. Przez sen nie wyglądała jak upiór,tylko kiedy otwierała puste oczy... Po dobudzeniu dziewczyny aportowali się lądując przed domem. Jego uwagę przykuł kamień na plaży. Podszedł do niego razem z idącą za nim Gryfonką. Zgredek wolny skrzat głosił napis na nagrobku. Dziewczyna upadła na kolana grzęznąc w piasku. Ręką przesuwała po nieco krzywych literach wyrytych w kamieniu. Ze zdumieniem stwierdził,ze zanosi się ona płaczem. Ukląkł obok,niezdarnie obejmując ją ramieniem . Prawdziwa Hermiona Granger,gotowa płakać na grobem skrzata,który ocalił jej życie. Podniósł ją z ziemi i zaniósł do drewnianego domku. Zagotował znalezioną herbatę i rozlał do dwóch lekko wyszczerbionych kubków. Nie zastanawiał się co robi, jego matka zawsze piła herbatę kiedy była zdenerwowana. Kiedy zajmował się herbatą dziewczyna ucichła. Przeniosła się na krzesło w małej kuchni. Odwrócił się i zamarł. Ostrożnie położył oba kubki patrząc na nią intensywnie. Wyraz jej twarzy...jakby faktycznie tu b y ł a . Nie jak istota obojętna na los i wszystko wokół. Słodzę herbatę,a cukierniczkę przesuwam na środek stołu.

-Jeśli wolisz z cukrem to proszę - mówię zwyczajnie. Nie reaguje co tylko mnie denerwuje-Nie udawaj Granger! -warczę wkładając w to cała moją frustrację i wreszcie przykuwam jej uwagę. Robi co mówię,a ja wychodzę zmierzając w kierunku morza.

Raz dwa skoordynowane ruchy ramion za daleko nawrót znów przed siebie. Zmęczony wychodzę z wody nie zwracając uwagi na to jak jest zimno i jak lodowate mam dłonie. Powinienem przebiec się dla rozgrzewki,ale mam dosyć. Mam dość szarpanie się z tą dziewczyną i siebie na dokładkę. Siadam. Nie zamierzam iść nigdzie dalej.


-Kurwa -szepcze,ale to nie przynosi mi mi ulgi-KURWA!!-poprawiam się.

O wiele lepiej, mamrocze to jak cichą litanię modląc się o...sam nie wiem o co. Nie mam ochoty bawić się w Dracona Malfoya, pozwalam żeby łzy złości,tchórzostwa i nienawiści do siebie za to zachowanie spływały po moich policzkach. Mrugam oczami i sięgam po swoją niewidzialna maskę po raz pierwszy czując jej niewyobrażalny ciężar. Ważę ją zastanawiając się czy warto,ale jaki mam wybór ? Złość,tchórzostwo,nienawiść. Ja,w każdym calu. Malfoy w każdej kropli krwi krążącej w moich żyłach. Pozostał jeszcze jeden przystanek podczas którego mam być sobą. Potem mogę schować honor i przefarbować się na rudo. Nie wolno mi zakochać się w Granger.


******

Poruszam łyżeczką tworząc w herbacie wir. Mieszam bezwiednie kiedy słyszę głośne przekleństwo. Jęk udręki i złości. Przewracam kubek który roztrzaskuje się na podłodze. Drżę. Jestem jak on i znam ścieżkę. Miałam tu zostać,a on zmusza mnie do wyboru. Jeśli chcę mu pomóc...muszę wrócić.


Wzdrygam się gdy dotyka mojej dłoni,prawie nie oddycham kiedy ujmuje moją rękę jakby wiedziała,wiedziała kim chciałem się stać. Ona nie wie, że chciałem się wycofać. Czym się od niej różnię? Tym,że mówię ? Kłamię nie zdradzając żadnego z koszmarów, wycofuje się kiedy ktoś jest zbyt blisko,ale kiedy ona się pojawia...


Chce odwrócić się i uciec z powrotem do domu. Nie mam w sobie odwagi, jak mam go poprowadzić ? Mimo to robię kolejny krok. Waham się biorąc jego ręke w swoją dłoń. Pasują do siebie. Widzę Śmierciożerce,puste, zimne oczy z których moje powinny wziąć przykład. Jeśli teraz się wycofam...ja lub on...ale on tylko patrzy. Zauważam pęknięcia w zbyt starej masce,którą ma na sobie. Nie jestem pewna swojej gotowości,chcę tylko żeby miał nadzieję


-Wiem - mówi do mnie ściskając mocniej moją dłoń. To wystarczy,nieodwracalnie mnie zatyka. Odkąd wylądowała w szpitalu...jeździła ze mną, kiedy usiłowałem ją posklejać chcąc oddać Potterowi, zawsze tu była. Jedno słowo wyrażające tak wiele. Strach, niepewność, przeprosiny. Oznaka tego,że wiedziała co robię przyniosła mi ulgę. Rozluźniłem się kiedy oparła się o mnie. Chciałem się wreszcie uspokoić,wyjaśnić z nią wszystko, ale dla niej było to za wiele,zasnęła nim zdążyłem chociażby o coś spytać. Miałem ja przy sobie i zaczynałem coś czuć,właśnie do niej.Tylko do niej.

Nie wierzyłem własnym oczom podnosząc się z podłogi. We śnie przeniosłem siebie i Hermione do Malfoy Manoor. Zdarzało mi się to,ale ostatnio coraz rzadziej.Najeżyłem się,nie planowałem dla niej terapii wstrząsowej,ale co mogłem zrobić? Ściągnąłem pokrowiec z kanapy w salonie i ułożyłem na nim Gryfonkę. Zająłem się innymi meblami,odsłoniłem i otworzyłem okna. Wielkie prostokątne pomieszczenie ukazało się w całej krasie. Na jednej ze ścian drzewo genealogiczne, na innych obrazy łypiące na mnie podejrzliwie. Mahoniowy barek, sofa a także masywne fotele. Milusi obrazek warto chyba wspomnieć,że najczęściej stał tu stół dla Śmierciożerców i Czarnego Pana,podłogi od poniedziałku do niedzieli spływały krwią,a od ścian odbijały się wrzaski torturowanych ? Monolog nie polepszył mojego samopoczucia. Dziewczyna poruszyła się na sofie mamrocząc coś. Stanąłem przy niej zastanawiając się czy to nie będzie za wiele ?

-W tej sali torturowano Longbottomów,pewnie nie dowlekli ich do salonu. Tam są schody do lochów gdzie trzymano Gryfka. Olivandera, Pottera, Weasley´a, Lovegood. Same znane osobistości. Na ostatnim piętrze spałem ja, bo najgorzej było tu słychać krzyki zabijanych...Nienawidzę tego domu - podsumowałem ze sztucznym uśmiechem.

-Kup sobie dom - odpowiedziała jakby to była najoczywistsza rzecz na tej planecie. Patrzyłem na nią przenikliwie

-Chodźmy więc kupić dom - odpowiedziałem, patrząc jak spogląda na ze zdziwieniem na mój drapieżny uśmiech.

Tak właśnie wylądowaliśmy w labiryncie domów na sprzedaż. Bawimy się przy tym jak dzieci oglądając domy małe i duże drewniane, z cegły,jeden marmurowy pałac... Chciałbym przetrzeć oczy ze zdumienia patrząc na nią. Od czasu do czasu nawet mi dogryza i nie mogę wtedy nie myśleć jak pięknie wygląda z uśmiechem na twarzy. Zatrzymuje się raptownie,a ja głupio zastanawiam się czy usłyszała moje myśli. Jej wzrok jest skupiony na drewnianym ogrodzeniu owiniętym jakąś rośliną. Pcham furtkę i wchodzimy w alejkę prowadzącą w głąb działki. Dom robi wrażenie.Ani naprawdę duży,ale też nie mały ani nie średni. Drewniany z taką samą werandą,ma nawet miniaturową wieżę. Przypadł mi do gustu. Wszystko w środku wygląda na ciepłe i pełne życia. Trzy sypialnie,dwie łazienki, salon, kuchnia, biblioteka...wszystko w jasnych barwach. Dom w stylu wiktoriańskim w środku perła na zewnątrz nieco mroczny. Intrygujący. Jestem zdecydowany,a Hermiona pod wrażeniem. Kiedy myślę,że dziś się z nią rozstanę...Nie chcę za dużo myśleć.


Obrazek pasujący do momentu gdzie Miona widzi grób Zgredka :D

1 komentarz:

  1. Cudowna miniaturka :) ciesze się, że Herm zaczęła mówić :))
    Pozdrawiam,
    Rosenatorka

    OdpowiedzUsuń