Nadal pamiętała dzień, kiedy Draco odprowadził ją pod Norę. Wtedy obiecała,że nigdy się nie podda. Zamykała oczy i wciąż widziała jego pokrzepiający uśmiech, uścisk ramienia i szept
-Pokaż im,Granger.
Kiedy zobaczyli mnie,przytulali z niedowierzaniem i szczęściem wypisanym na twarzy...odpowiedziała tym samym, wreszcie znajdując się wśród przyjaciół. Przekonałam Harry´ego,że wolę zamieszkać w domu moich rodziców niż w wynajętym mieszkaniu. Czasem czułam się tam samotnie, jednak nie było to problemem, zwłaszcza po całym dniu w ministerstwie. Wtedy cisza była błogosławieństwem i luksusem. Teraz stała na chodniku przed tą samą bramą ,przed którą zatrzymała się oniemiała jeszcze nie tak dawno. Pchnęła furtkę, podejmując wędrówkę w głąb posesji. Jej buty zostawiały nikłe ślady na śniegu,którym całkiem niedawno obdarzyła miasto natura. Poprawiła pasek torby zawieszonej na ramieniu,rozpięła płaszcz czując falę ciepła. Kiedy wreszcie stanęła na ośnieżonej werandzie oświetlonej pojedyńczą latarnią zawahała się,niepewna co tu robi. Obciągnęła fioletowy sweter- teraz niemal cały mokry-i wytarła spocone dłonie o jeansy. Uniosła rękę i zastukała kołatką czując się jakby powinna powiedzieć jakąś banalną kwestię w stylu ,,Dom jest otoczony nie ma pan żadnych szans Smith´´ Zapukała i niemal natychmiast w korytarzu rozbrzmiały głosy,śmiechy. O nie, jeśli miała trafić na zakrapianą alkoholem Malfoy´owską imprezę..Zrobiła krok do tyłu i zamarła kiedy drzwi otwarły się,a w drzwiach stanął pan domu z Tedem Lupinem siedzącym mu na karku z rękami na głowie Ślizgona. Oboje uśmiechnięci,podobni do siebie za sprawką Teddy'ego teraz przybrali jednakowe zdziwione miny. Draco zdjął go ze swoich ramion
-Tak ? -zmrużył oczy próbując zobaczyć coś w nikłym świetle. Na tle drzew niewyraźnie odcinała się kobieca postać -Granger ?!
-Ja..tak to ja.-potwierdziła w końcu, skubiąc pasek torby. Otworzył szerzej drzwi, wpuszczając ją do środka. Chłopiec pobiegł przodem trajkocząc wesoło. Hermiona obserwowała jak Draco biegnie za nim i unosi go w górę zanim malec dopada kanapy,prowokując tym samym wybuch śmiechu.
-Powinieneś się przespać,młody - malec chciał stłumić ziewnięcie przybierając poważną minę
-Noo,dobra. Ale tylko na chwilę - zastrzegł malec- i w domku.
Malfoy odwrócił się do Hermiony jakby nie wiedział jak się zachować.
-Dobudowałem oszklone patio - wyjaśnił - najczęściej tam zasypia i się bawi.Wszystko jest tak jak kiedyś,gdybyś chciała soku lub herbaty. Płaszcz powieś, żeby się osuszył. Uśpię go i wrócę.
Po tych słowach wyszedł z machającym jej Tedem. Uśmiechnęła się, Malfoy był słodki..to znaczy Ted ! Powiesiła plaszcz i zdjęła buty zostając w skarpetkach. Wyjęła dwie szklanki i pudełko ciastek. Nalała do szklanek mleka, a ciastka rozłożyła na talerzu. Niegdyś pustą lodówkę ozdabiały teraz rysunki małego Lupina. Przeszła do salonu sadowiąc się ze szklanką w dłoniach i ciastkiem w ręce. Po chwili dołączył do niej Draco,uśmiechając się na widok poczynionych przez nią zabiegów.
-Ted jest u ciebie na weekend ? -spytała chcąc rozpocząć jakoś konwersację. Malfoy wyglądał na zdziwionego
-Czyżby żadne plotki nie przedostały się do Ministerstwa ?
-
Nie interesują mnie plotki.
- Nie angażujesz się jeszcze za bardzo-skinął głową jakby doskonale o tym wiedział i rozumiał to.
-Draco Malfoy doktor psycholog ? -spytała z ironią, zła, że ją rozszyfrował.
- Od niedawna adopcyjny ojciec dla Teddy'ego.
-Odbyła się rozprawa ?
-Aha-odparł z pełnymi ustami nie próbując rozwijać odpowiedzi
- I przyznali ci prawa do opieki ?
-Naprawdę nie wiem o co ci chodzi ,Granger. Miałem dwa żelazne argumenty. Kasa wpływająca równym strumieniem na moje konto i pokrewieństwo.
-Ciężko w to uwierzyć-odpowiedziała nie wiedząc jak go podsumować.
-Nie jest źle. Tylko te problemy wychowawcze - przewrócił oczami- Gdzieś usłyszał,że większość Malfoyów ma imiona od konstelacji gwiazd.Draco, Orion, Andromeda, zażądał żebym mówił do niego Leo*.
-Leo ? Naprawdę tak go nazywasz ?
-Ostatecznie dał się przekonać na Scorpius, ale dopóki nie ukończy 11 lat prawnie nie można zmienić mu imienia. Zawarliśmy kompromis, nazywam go Ted ,a jeśli za x lat będzie mu się podobało Scorpius...nie będę mu bronił.
- Malfoy i wychowywanie dziecka. No co ? To naprawdę śmieszne - odparła widząc jego spojrzenie.
-Gdyby wzrok mógł zabijać...- powiedział z żalem- A tak w ogóle co u ciebie ?
-No nie mów, że nie czytasz Proroka - zakpiła upijając mleko.
-Dobrze wiesz,że nie pytam o ten chłam, który wypisują w proroku.
-Pracuje przy magicznych grach i sportach,organizujemy mecze, miejsce, zabezpieczenia itd. Właściwie,chciałam zapytać czy nie kontaktowałeś się z Aurorami ?
-Powiedz od razu o co chodzi - prawie warknął marszcząc brwi. Widział, że trafił bo dziewczyna lekko pobladła i usiadła.Nudziła go jej gadka szmatka i owijanie w bawełnę. Chociaż chyba zaczynał rozumieć,potrzebowała pomocy.
-Jadę odszukać rodziców.
Zapadła cisza. Pusty wzrok utkwił w podłodze, oparty o kanapę nie odwrócił się do niej na to wyznanie. Zsunęła się na podłogę obok niego i ze zdziwieniem zobaczył łzy w jej oczach. Wsunęła mu się na kolana,czuł jej szybki drżący oddech na swoich włosach.
-Zawsze będziesz tutaj - powiedziała twardo, przykładając swoją rękę do serca.
-Chyba nie myślisz,że teraz puszczę cię samą - zagroził nie mogąc powstrzymać uśmiechu,nie próbując.
-Masz pracę i Teda a ja dam sobie radę sa...hej !
Chłopak wstał gwałtownie i oparł obejmującą go nogami dziewczynę o ścianę. Wplótł palce w moje włosy przyciągając do siebie. Moje ręce przesuwają się po jego łopatkach, twarzy. Błądzę rękami po jego twarzy, poznając go.Znowu i znowu Serce bije mi mocno i szybko prawie sprawiając ból. Nie mogę opanować wrażenia, że w każdej chwili mogę wybuchnąć. Roztrzaskać się na tysiąc kawałeczków. I tylko on będzie w stanie mnie skleić.
-Spróbuj znów powiedzieć nie - mówi ze śmiechem przerywając pocałunek.
-Nie może..-znów mnie całuje tym razem jeszcze mocniej. Tracę oddech i kiedy odsuwa się ode mnie oboje nie możemy złapać oddechu.
-Nie mogę,muszę-mówi. Opieram się czołem o jego czoło,nie mam siły z nim dyskutować
-Jeszcze to przedyskutujemy-mówię nie mogąc wykrztusić nic więcej. Nareszcie wróciłam, tam, gdzie powinnam zostać od początku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz