Rozdzierający ból poraził ją.Czyjeś palce ściskały ją,boleśnie wpijając się w bok.Oparta plecami o głaz, zaciskała palce w pięści i zaciskała szczęki, żeby nie krzyczeć. Słyszała cichnący ryk smoka i wyraźne bicie swojego serca. Szumiało jej lekko w uszach i chętnie dała się ponieść gdy spłynęła na nią fala nieświadomości.
-W ciemnościach wyglądały zwyczajnie!
-Pierwszy i ostatni raz! Wywiń coś takiego jeszcze raz!!- trzasnęły drzwi.
Dźwięk wkłuwał się nieprzyjemnie w moje uszy,a irytujące pikanie zaczęło doprowadzać do szału. Otworzyłam oczy. Leżałam na szpitalnym łóżku owinięta niebieską kołdrą. Zielone ściany pokoju nie pasowały kompletnie do niczego. Tak jak Malfoy,który wykrzywił się widząc,że na niego patrzę.
-Gratuluję - ni to westchnął ni to wysyczał z rozgoryczeniem słyszalnym w głosie. Roześmiała się jak histeryczka
-Draco Malfoy tańczący po rozżarzonych węglach - zachichotała ponownie patrząc na Ślizgona. Skrzyżował ręce jakby chciał się ochronić przed jej głupotą.
-Jestem w sali dziecięcej ? Skąd tu tyle motyli ? Tak jak w tej piosence Motyleem jesteem aaa..,kojarzysz? Czystokrwiści chyba też czasem słuchają mugoli. Zajebiście śpiewamy.Każdy zna Barack Obama. Łapiesz ? Oba-ma. Tęcza ! - roześmiała się,ale on tylko podszedł do jej łóżka i odpiął morfinę.
-Zaraz będzie ci o wiele mniej śmiesznie.
-Wszyscy Malfoyowie to dupki czy tylko ja na takich trafiam ?
-Wszystkie Gryfonki są takie wkurwiające ?
Rozumiem nie jest mu do śmiechu, bo musi tu ze mna tkwić,albo nie musi. W sumie to nie wiem. Ale skoro juz tu jest to niech mi wyjaśni o co chodzi
-O co chodzi ? -wyłożyłam na głos swoje rozmyślania pilnując plączącego się języka-Dlaczego tu jestem?
- Twoja noga była prawie zwęglona. Byłas na tyle głupia Granger,że nie założyłaś spodni ze smoczej skory. Wyszłabyś z tego z oparzeniem 2 stopnia góra.
-Aa wiec o TO chodziło -zrozumiałam opadając na poduszki i wbijając wzrok w żaluzje na oknie. Morfina zaczęła opuszczać moje ciało i teraz czułam wyraźnie obie nogi i ból w jednej. Miał cholerną rację,wcale nie było mi do śmiechu. Sięgnęłam po rurkę i podpięłam ją do wenflonu. Widziałam jak Malfoy unosi brew w groźnym geście,ale zignorowałam to...No dobra zamknęłam oczy, bo nie chciałam stchórzyć. Czekałam i czekałam, ale znieczulenie nie działało. Otworzyłam oczy. Facet stał przy moim łóżku z zadowolonym półuśmiechem. Podążyłam wzrokiem w górę i zaczerpnęłam powoli powietrze. Wytrzymam...wytrzymam...tylko spokojnie
-Kurwa Malfoy !-wydarłam się uderzając go na oślep,na tyle na ile mogłam nie wstając-To jest moja morfina i zamierzam ją brać dopóki stad nie wyjdę! Zrób wszystkim przyjemność i spłyń stąd-wyrzuciłam z siebie nie próbując nawet dalej walczyć.
O dziwo posłuchał,a z jego mruczenia wyłapałam słowa dziewczyny...okres...oszaleć Rzuciłam za nim poduszka godząc go w ten nadęty arystokratyczny baniak i burząc idealna fryzurę. Pogroził mi palcem raczej rozbawiony niż zły,ale jego oczy mowiły wyraźnie. Jeszcze się policzymy. Odkryłam kołdrę studiując bandaże jakbym liczyła na to,że przebije je wzrokiem. Odkryłam,że jeśli nie będę prostować nogi podczas wstawania to mogę swobodnie kuśtykać. Wyszłam z sali i oparłam się o ścianę łapiąc powietrze
-Masz dosyć,Granger ?
Arystokrata stał przed moim pokojem.
-Zamierzasz bawić się w początkującego prześladowce ? -wyrzęziłam łapiąc oddech. Wdech i wydech wydech i... zresztą nieważne. Łapanie powietrza nawet tak gwałtowne było o wiele lepsze. Malfoy założył sobie jej rękę na szyje i zaczął holować ją z powrotem. Jak nisko trzeba upaść,żeby zdobyć litość Malfoya ? Żałosne. Właśnie tak się czuła.
-Dzięki - wymamrotała w poduszkę starając się powstrzymywać ulgę,która ją ogarnęła.
-Nie zawsze musisz być taka twarda...Granger.
O mało nie przewróciła czami,ale zamiast tego wbiła w niego wyczekujące spojrzenie
-Co ? - spytał marszcząc brwi- Mam coś na twarzy ?
Zdezorientowany Malfoy. Piękna chwila
-Ehh chcialam ci delikatnie dac do zrozumienia zebys sobie poszedl. Jak widac nie odbierasz tak delikatnych sygnałów.
-Mam cię pilnować. Taka moja kara za ,,brak subordynacji,,
-Czy Charlie pomyślał że to moze byc kara i dla mnie ?
- Nie mam pojecia-parsknal blondyn-ale powinnaś odpiąć tą morfinę. Nie jestem magomedykiem,ale nawet ja wiem że dziennie nie powinnaś być do niej przypięta
Rozważałam to w ciszy. Niby nie miałam na to ochoty jednak...czułam już działanie narkotyku. Nie zamierzałam oglądać jednorożców i różowych słoni. Z cieżkim sercem odpięłam ją. Nudziłam się coraz bardziej kiedy zobaczyłam,że Malfoy coś czyta.
-Malfoy...
-Yhm ?
- Masz książkę
-Wiem
-Straasznie mi się nudzi-naciskałam dalej czekając aż zrozumie
-Acha -Chodź tu i nie bądź taką świnią Wreszcie się ocknął
-O co chodzi ? -Książka,czytanie. Nudzę się. Czy do cienie na serio nic nie dociera ?
-Słuchaj nie zamierzam się bawić w twoją niańkę dlateg..
-Hermiona ? - Charlie bez pukania wszedł do jej sali
-Kim pan jest ? Patrzyła jak twarz Weasleya blednie,a oczy przybierają kształt wielkości galeonów.
-Ona niczego nie pamięta ?! Harry mnie zabije-jęknął opadając na krzesło obok Draco.
-Blefuje - stwierdził Malfoy wydając ją.Rzuciła poduszką trafiając w cel
-Pierdol się Malfoy - krzyknęła, do pary ze śmiechem Charliego. -Grangerr - Malfoy miał żądze mordu w oczach i już podnosił się z krzesła. Charlie klepnął go w ramię na co chłopak opadł z powrotem na miejsce
-Masz ją pilnować i lepiej żeby wyszła stąd zadowolona z twojej opieki. Wciąż uśmiechnięty pogroził Hermionie i wyszedł.
-Udzielna księżniczka
-Arystokratyczny dupek -odparła wbijając wzrok w sufit.
-Posuń się-nakazał stając przy jej łóżku. Przesunęłam się w lewo robiąc mu miejsce. Zaczęłam czytać dopóki powieki nie zaczęły mi opadać. I wtedy chyba zasnęłam.
********
-Tak jasne - blondynka uśmiechnęła się szeroko-Weszła do łazienki,a potem już jej nie widziałam. Chociaaż-stażystka przygryzła wargę-Chyba mruczała pod nosem Weasley i praca. Nic więcej nie pamiętam -Dzięki słonko-Zabini puścił jej oko i wyszedł. Pamiętał Billa Weasleya. Łamacz klątw w Egipcie. Czyżby zamierzała z nim pracować ? Nieustraszona Hermiona Granger. Potarł skronie, nie planował takiej podróży. Na razie lepszy wydał mu się list.
Nie czekał za długo, kilka dni potem otrzymał odpowiedź. Negatywną, Hermiona nie pracowała z nim. Ronald na pewno nie był w to mmm zaangażowany. Ruda też nie.Czekało go jeszcze trochę więcej pracy.
-Chyba wiesz ile płaci ci Harry !
Stała w bojowej pozycji zagniewana i wyraźnie niezadowolona z tego jaki obrót przybrała sprawa.Gabinet, gdzie miał przyjemność pracować Zabini był dokładnie oświetlony jasnym światłem wpadającym przez okna.Wszystko zaczynało go irytować.Przyłożył palce do skroni z trudem cedząc kolejne słowa.-Nie strasz mnie Potterem.Skoro uważacie, że znajdziecie ją szybciej lub że w ogóle ją znajdziecie to proszę bardzo-wstał, zamaszystym krokiem przemierzył gabinet prawie potykając sie o dywan i otworzył drzwi-Uniżenie żegnam.
Schylił się kpiarsko niemal do samej podłogi i tak stał czekając aż wyjdzie.Stuk obcasów w korytarzu upewnił go,że pozbył się swojego gościa.To chyba oczywiste,że nie miał tropu.Puff i zniknęła.Nie było żadnego tropu. Wcale by się nie zdziwił gdyby już nie wróciła do tej gromadki panikarzy. On widział to jasno-chciała odetchnąć więc wyjechała. Znał to uczucie bardzo dobrze.Wydmuchał dym przez otwarte okno, mrużąc oczy przed słońcem.Mało razy Draco znikał gdzieś bez uprzedzenia ? Jakoś do tej pory nie znalazł jego zwłok w Tamizie, jakimś podrzędnym klubie czy gdziekolwiek indziej. Ale wracając wątpił też, że popełniła samobójstwo. Ostatecznie mieli już po te 22 lata i pięć lat po wojnie było zdecydowanie wystarczającym okresem na zaprzestanie rozdrapywania ran. Nikt nie zamierzał czekać aż w końcu zostaną z nich blizny. Niewyraźne wspomnienia wojny. Pociągnął zasłonę przysłaniając okno. Przez chwilę przytrzymał w rękach ciężki materiał. W zamyśleniu badał palcami jego fakturę myślami błądząc bardzo daleko. Powoli wrócił do biurka kartkując zlecenia. Śledzenie żon, mężów czasem zaginione osoby, praktycznie może jedna w roku. W tym roku padło na Granger pomyślał kwaśno kiedy do pokoju wleciała duża sowa z piórami w kolorze ciepłego brązu. Mocnymi uderzeniami skrzydeł poderwała luźne kartki leżące w gabinecie,które teraz fruwały po pokoju majestatycznie spływając na podłogę. Ptak wreszcie z wdziękiem wylądował na biurku. Pieprzony Malfoy. Pomyślał otwierając list.Diable!
Dostałem Twój ostatni list. Wzmianka o mnie i Milicencie nie była nawet w połowie tak śmieszna jak ci się wydawało. Nie zamierzam stawać na ślubnym kobiercu. Moja nowa praca jest niezła,ale chyba zaczynam stawać się...miły ? Porozumiewam się z Weasleyem ! I to zdaniami w których nie ma słow ,,zdrajca krwi, spierdalaj, fretka,tlenione włosy, zidiocenie,banda rudzielców´´ Mam nadzieje,że Pansy daje Ci w kość. Pozdrów Ann i Josha. Obiecałem mu kieł smoka i na pewno jakiś zdobęde Draco
P.S Nie szukaj jej
P.S.2 Daj mi tydzieńKiedy reszcie wyszła ze szpitala czekała i czekała na nowe zadanie w którym mogłaby się wykazać. Jednak żadna potencjalna misja nie pojawiała się na horyzoncie. Po jej powrocie nie zmieniło się zbyt wiele. Bardziej zdziwił ją fakt jak mocno stęskniła się za resztą i jak niewielkie wyrzuty sumienia dręczyły ją w ciągu dnia gdy myślała o Harrym, Ronie lub Ginny. Jeżeli w ogóle o nich myślała. Nie była pewna jak długo tu zostanie, Charlie narazie trzymał się swojej obietnicy,ale jak długo wytrzyma? Nie miałaby do niego pretensji, wiedziała ,że niełatwo mu odpowiadać negatywnie na listy Rona. O sobie nie mogła powiedzieć za wiele. Jedynym co czuła do tej pory był przerażający brak tęsknoty. Za czymkolwiek.
Sufit rozmazuje się gdy mrugam żeby ulżyć oczom pełnym łez. Skąd mam wiedzieć co oni tam robią ? Śmiał powiedzieć, że on też nie jest pewny ? Wątpie żeby ciężko było powiedziec proste tak lub nie. Jak widac niektórym w stylu tego pacana wladza wyżera mozg do tego stopnia ze w koncu jest zdolny tylko do najprostszych zachowań. Powiedzieć albo nie powiedziec. Może po prostu to przetrzymam. Niech śpi gdzie chce to jego sprawa,ale lepiej żeby nie wyobrażał sobie, że dam sobą przerządzać.
Marsz ledwo co sie rozpoczął,a ona już ciężko dysząc probowała dogonić Malfoya. Zrobił z siebie bohatera składając ich namiot,ale zamierzała się zrewanżować. Uśmiechała się do siebie lekko na wspomnienie widoku,który powitał ją rano (zaraz po tym jak Malfoy wykopał ją z namiotu) Patrzyła i słuchała jak Meg robi rozgardiasz próbując rzucić zaklęcie pakujące bez skutku niestety. Znała kiedyś czarownice,która też miała kłopoty z takimi zaklęciami,ale była jednym z lepszych aurorów. Nie mogła powstrzymać jeszcze szerszego uśmiechu kiedy przeniosła wzrok na Sarah i Christiana.Ta dwójka była jak ogień i woda. Ona spakowana i cierpliwie stojąca u wyjścia z namiotu, on co chwilę wracał z powrotem przypominając sobie, a to o leżącym gdzieś podkoszulku,szaliku i innych częściach garderoby porozrzucanych we wnętrzu. Skonczyło sie gonieniem sowy która przyleciał do Dracona i upodobała sobie jedną z jego skarpetek.Chris kłócił się z Sarah twierdząc,że to jego ulubiona skarpetka i ma prawo do sprowadzenia sowy na ziemie. Nie dowiedzieli sie jak chciał ja sprowadzić na dół. Charlie,który chyba od 5 rano byl już w pełnej gotowości kazał im sie zbierać i to bez dyskusji. Więc poszli. A ona własciwie biegła.
Czemu tak krótko? :) Chce juz następny rozdział i liczę na więcej akcji :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę bardzo dużo weny
Rosenatorka
Bardzo fajny rozdział i wogóle cały blog . Już niemogę się doczekać nowego rozdziału :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń