niedziela, 27 września 2015

Rozdział 6.Pokochać smoka

Rozdział po MIESIĄCU,ale ujrzał światło dzienne.Wstyd mi za siebie.

W związku z współpracą z Departamentem do Spraw Kontaktów z Mugolami - mężczyzna przerwał kiedy drzwi otwarły się z hukiem.

Wszystkie głowy bez wyjątku zwróciły się w stronę sprawcy zamieszania.

W drzwiach stał Draco Malfoy z chowającą się za nim Hermioną Granger.


-O,przepraszam.Nie chciałem.Wymsknęły mi się,co nie?-powiedział ze złośliwym uśmieszkie na twarzy

-Jasne.Siadaj Malfoy- mężczyzna gestem wskazał mu krzesło nie przejmując się jego aroganckim zachowaniem.



Malfoy,któremu odebrano pięć minut sławy wreszcie ruszył z miejsca,a Hermiona z ulgą ruszyła za nim. Z zaciekawieniem lustrowała ,a właściwie chłonęła wszystko co działo się wokół. Tyle narodowości!


Wykorzystując moment, wszyscy zaczęli wymieniać z sobą uwagi, mieszając wszystkie języki. Nie trwało to jednak długo. Ona w końcu dotarła na swoje miejsce w najdalszym kącie,a wszyscy zamilkli pod wyczekującym spojrzeniem mówcy.Autorytet. To słowo pasowało do niego idealnie.


-W związku z współpracą z Departamentem do Spraw Kontaktów z Mugolami wprowadzamy mugolskie namioty.


Szmer przetoczył się po sali,wszyscy wymieniali zdegustowane spojrzenie,albo chociaż zdziwione. Byłemu Ślizgonowi wyraźnie się to nie spodobało. Odchylił się od tyłu na krześle trochę...zniesmaczony(?)tą sytuacją. Sam nie mógł określić co to dokładnie było. Przerażenie? To na pewno. Zwłaszcza na myśl o sobie i Granger w jednym pomieszczeniu. Słyszał,że mugole mają jednopokojowe namioty. W ogóle nie powinien teraz o tym myśleć.Cel,znaleźć cel i wreszcie,kurwa,przestać myśleć i analizować.Lepszym pomysłem było przeniesienie swojego zainteresowania na blondynkę siedzącą przed nim. Pozwolił żeby reszta spotkania przepłynęła gdzieś obok niego.


Kiedy wlókł się do wyjścia jego rękawa uczepiła się Granger.

-Co teraz Malfoy ?

-Co,co? Idź do szpitala ,pobaw się grzecznie.Poleż. Nie zawracaj mi głowy,przeleć kogoś - z tymi słowy na ustach oddalił się. Już on zadbał żeby wpaść na konkretną dziewczynę. Jęknął chwytając się za nogę,a na efekt nie musiał długo czekać...

-Oh,boli cię coś? Strasznie przepraszam-dziewczyna popatrzyła na niego i w tym samym momencie wyraz jej oczu całkowicie się zmienił.Smak wygranej miał już na języku

-Mogłabym ci jakoś pomóc?

Uśmiechnął się uwodzicielsko.

-Nie boli aż tak kiedy tu jesteś,ale gdybyś pomogła mi wrócić na górę...


Właśnie tym sposobem trafił na trzecie piętro,do wnęki w korytarzu koło Szpitala i to nie samotnie.


Hermiona zniesmaczona patrzyła za wychodzącym chłopakiem.Dobra może faktycznie był przystojny,nie najgłupszy i potrafił być uwodzicielski,ale przede wszystkim był szują. Wredną,chamską, podłą i tchórzliwą sklątką. Merlinie! Jednak kolor włosów do czegoś zobowiązuje pomyślała z ironią, w głowie nadal mając obraz blondynki. Charlie pomachał do niej chcąc ją zachęcić,żeby się do nich przyłączyła,ale pokręciła głową. Była zdecydowanie zbyt zmęczona,a w dodatku w głowie znów odezwało się natarczywe pulsowanie.Głupi idiota Malfoy! Nie...głupia była ona. Hemiona Granger główna przewodnicząca stowarzyszenia ,,Ludzki odruch dla Malfoya" Ostatni raz.



Rozgoryczona, ze złością pokonywała kolejne stopnie, nie zwracając uwagi na otwierające się na kolejnych piętrach drzwi. Zdyszana i trochę mniej zdenerwowana dotarła do szpitala i...omal nie spadła z podestu na widok Malfoy'a, nie próbującego dopiąć koszuli ani spodni i niezdecydowaną dziewczynę,która zamarła w połowie ubierania bluzki.Marszcząc brwi i czekając na reakcje mierzących się wzrokiem wrogów,odezwała się wreszcie.

-Sheila,jestem z Francji miło cię poznać

-Hermiona Granger - przedstawiła się odruchowa po czym ruszyła przed siebie. Wykrzywiła się. Ohyda. Dlaczego nie hałasowała bardziej? Szczerze teraz współczuła niewinnej Shelly,że musiała trafić na takiego idiotę. Przeszła przez salę pełną łóżek w nadziei,że za drzwiami kryje się lekarstwo na wzmagający ból w czaszce.





*************

-To co,może jednak pójdziemy do mnie?-zaproponował swobodnie,kiedy Granger wreszcie zniknęła z pola widzenia. Dziewczyna bez słowa pocałowała go w policzek i nie spiesząc się skierowała się w kierunku schodów. Jej kroki długo nie cichły kiedy pokonywała kolejne stopnie,zostawiając go coraz dalej i dalej za sobą. Przez ten krótki pocałunek Draco Malfoy poczuł się jak początkujący prawiczek.Cholera !





*************


-Ślad? Jaki ślad?- kobieta otworzyła szerzej drzwi jednocześnie szczelniej otulając się szlafrokiem.

-To są fakty i niestety ale podejrzewam,że nie zostaną przyjęte zbyt dobrze.

-Przestań owijać w bawełnę Zabini - powiedziała Ginny Potter prowadzącego tą samą drogą,którą szedł za nią tak niedawno.

Po chwili dołączył do niej mąż, tak jak ona wyrwany ze snu.


-Tak właściwie doskonale wiem gdzie ona się znajduje.

Ginevra zacisnęła mocniej pasek szlafroka

-Ale...?

-Widzicie...problem tkwi w tym,że eee...panna Granger nie życzy sobie być znalezioną.

-Nie udawaj profesjonalisty.Jak to nie życzy sobie? Martwimy się o nią! Zniknęła nie mówiąc niczego! Jak możesz sugerować,że...

-Napisz do niej list. Mogę go dostarczyć,nic więcej.15 minut,potem wychodzę.



Zmierzyła go chłodnym spojrzeniem po czym wypadła z pokoju nie mówiąc ani słowa. Pokręcona Granger,pokręcony cholerny Malfoy. O mało nie dostał zawału kiedy dowiedział się szczegółów nowej profesji Naczelnej Kujonicy Hogwartu.Na gacie Merlina! W życiu nie brał czegoś takiego pod uwagę,a oto stało się.





************

Na wszelki wypadek zapukała i nacisnęła klamkę.


-Tak?-głos dobiegający zza półek nie mógł należeć do kobiety

-Eeee szukam lekark-ugryzła się w język-lekarza.Potrzebuje czegoś na migrenę.

-Od jakiego czasu panią boli?

-Od rana,trzy godziny,cztery.Jakoś tak-rozdrażniona ciągłym pulsowaniem nawet nie próbowała być miła.Wreszcie zza półek pełnych segregatorów wyłonił się mężczyzna.I to jaki! Dobre metr osiemdziesiąt pewności siebie i...Merlinie! Ten dołeczek w kąciku ust.Brad Pitt mógł się schować.


-No,no słynna Hermiona Granger- dołeczek pogłębił się pod wpływem szerokiego uśmiechu


Machnęła ręką

-Wystarczy Hermiona


Mężczyzna nie odpowiedział obracając się w stronę szafki z lekarstwami wreszcie dając jej okazję do dokonania oględzin.Włosy miał na pewno farbowane.Granatowo niebieskie kosmyki w artystycznym nieładzie opadały mu na czoło, prosto w ciepłe,piwne tęczówki.Biały fartuch zdawał się w ogóle nie pasować do czarnego ubrania i ciężkich butów.



-Łyżka tego eliksiru powinna wystarczyć,a póki co...-z sali obok dobiegł ich łoskot,na który oboje podskoczyli-Przepraszam na chwilę-to mówiąc ,,jej" lekarz wyszedł zostawiając ją samą.


Rozejrzała się po gabinecie oceniając wystrój na dość spartański. Oprócz biurka,foteli i regałów z segregatorami.Nie było tu niczego,mówiącego cokolwiek o użytkowniku tego pomieszczenia.Wyjrzała przez okno kiedy przedłużająca się cisza nią ustawała. W końcu wyszła z gabinetu. Została sama.Sprawca zamieszanie i jej wybawiciel zniknęli. Odkręciła fiolkę z eliksirem i pociągnęła łyk.Czuła się jak doświadczona alkoholiczka. Na samą myśl zaśmiała się opadając na pierwsze wolne łóżko. Życie jest takie piękne.Potem-najpewniej-urwał jej się film.

-Hermiona?-zapytałem,bo nic lepszego nie przyszło mi do głowy kiedy zobaczyłem,że już się obudziła.

-Charlie?Coś się stało?

-To chyba ja powinienem o to spytać-roześmiałem się na widok jej zdezorientowanej miny-Bryan twierdzi,że właśnie o taki efekt chodziło z tym,że zamierzał mieć cię na oku,ale...postanowiłem jeszcze wysłuchać twojej wersji. Zanim podkoloruję parę ślicznych oczu pod kolor włosów



Cały Charlie, mówił wszystko z humorem i z samej intonacji trudno się było nie śmiać.Od razu poczuła się żywiej i -pewnie na skutek minionej migreny- mimochodem zauważyła,że pokój jakby jaśnieje kiedy on tu siedzi,mówiąc te wszystkie mniej lub bardziej śmieszne rzeczy.

-Już mi lepiej,dzięki.Może jednak zostawisz go w spokoju w nagrodę za to,że jednak mnie ,,wyleczył" ? -uśmiechnęła się promiennie nie mogąc się powstrzymać

- Zastanowię się -odburknął Weasley udając naburmuszonego

-Bijesz wszystkiego rekordy Granger. Dwa razy tego samego dnia w szpitalu.Braawa.-kpiący głos Malfoya rozległ się po całej sali,kiedy ten zaklaskał,bijąc brawo własnym, pustym słowom.

-Nikt nie powiedział,że podbite oko musi pasować do włosów - mruknął na pocieszenie Charlie ściskając serdecznie jej ramię.Przyjęła to z wdzięcznością,a Malfoya zignorowała.Widocznie niespecjalnie wyszedł mu dzisiejszy podbój. Jaka szkoda.



1 komentarz:

  1. Miona i JEJ lekarz! A co z JEJ Draco? :)
    Super rozdział. Czekam na next
    Życzę dużo weny!
    Rosenatorka

    OdpowiedzUsuń