środa, 12 grudnia 2018

Miłość od pierwszego mema - Miniaturka HermionaxDraco

Hermiona siedziała samotnie w Wieży Zachodniej i może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że znajdowała się tam tylko sowiarnia. Było to miejsce znane z uporczywego zapachu i obecności sowich odchodów i leżących gdzieniegdzie szkieletów nornic. Odkąd w całej Wieży,w każdym pomieszczeniu, zamontowano okna- co usprawiedliwiano nadchodzącą mroźną zimą - powietrze w sowiarni gęstniało z każdym dniem. Zaledwie jedno otwarte okno nie robiło różnicy. Jednak trzeba przyznać,że nawet gdyby uczeń nie przyniósł tu gotowego do wysyłki listu albo nawet jeżeli miałby problem z przywołaniem swojej sowy, nie siedziałby na górnych belkach od dwóch godzin...

Hermiona przesuwała palcem po ekranie smartfona tworząc tradycyjnego smsa- którego próbowała wysłać rodzicom - i ćwicząc wstrzymywanie oddechu. Rękawiczki,które-według zapewnień producenta- miały umożliwić klientom obsługę dotykowych ekranów,okazały się nie warte złamanego knuta. Zdrętwiałymi z zimna rękami pisanie szło jej coraz wolniej.

„Mors meta malorum" - pomyślała uszczypliwie,bo powiedzmy sobie szczerze, kto inny mógł myśleć uszczypliwie o samym sobie, jeżeli nie Hermiona Granger? Zrezygnowana, ukryła nos w zwojach szalika,starając się skupić na ulotnym zapachu perfum. „Nigdy więcej podobnych akrobacji" - obiecała sobie w myślach.
Jednak chcąc nie chcąc, panna Granger musiała przyznać,że Wieża Zachodnia była jednym z najlepszych miejsc do wysyłania wiadomości. Jeżeli miała wystarczająco dużo czasu umawiała się z rodzicami na rozmowy na Skypie. Niestety dziś tak zabłądziła w Internecie, że nie zostało jej wystarczająco czasu na łączenie się z nimi i oczekiwanie aż odczytają jej sms. Od początku nowego roku szkolnego podstawy mugoloznastwa stały się przedmiotem obowiązkowym i zadbano też o otworzenie rozszerzenia dla chętnych. Nauczycielka przedmiotu była otwarta na wszelkie nowinki techniczne, dlatego w szkole nie mogło więc zabraknąć połączenia z siecią Wi-Fi. Zainstalowano też trzy komputery, które póki co działały bez zarzutu jednak nie były wyposażone w kamery. W dodatku osobisty telefon był wygodą, nawet jeżeli korzystanie z niego wymagało wizyt w Sowiarni. Nie wiedziała gdzie jest umiejscowione źródło Internetu i dlaczego działa wybiórczo tylko w kilku miejscach, ale miała pewne teorie. Mogło to mieć związek z ilością magi w powietrzu. Miejsca bardziej odosobnione, gdzie uczniowie spędzali czas bez konieczności rzucania zaklęć były najlepsze.


Jednak była to tylko hipoteza. Połączenia nie było na ten przykład w bibliotece. Nie zamyślała się jednak głębiej nad tym problemem ponieważ powoli przestawała czuć własne palce. Nie wyłączając nawet strony z memami,które przeglądała wsunęła telefon do kieszonki płaszcza i sięgnęła ręką po miotłę zaczepioną o jedną z belek. Kolejna nowość w jej życiu, miotła należała do Rona,był to słynny Zmiatacz 11 ,którego dostał od rodziców,gdy został prefektem. Stwierdził,że jej przyda się bardziej i tak oto stała się posiadaczką miotły.


Zastygła w powietrzu,w pół gestu, gdy usłyszała kroki na schodach.No nie,jeszcze tego jej brakowało. Nasłuchiwała kroków,modląc się,żeby nieoczekiwany gość został na pierwszym piętrze. Merlin jednak musiał mieć wyjątkowo kapryśny humor,bo chwilę później do pomieszczenia wdarł się podmuch zimna wraz z całkiem okazałą postacią Dracona Malfoya. Ostatnia osoba, która powinna widzieć ją zawieszoną między stadami sów. Pohamowała jęk niedowierzania i zastygła w bezruchu. Blondyn niecierpliwym ruchem różdżki pozbył się śniegu z czarnego płaszcza. Mokre platynowe blond włosy sterczały zawadiacko,burząc jego zwyczajowy idealny wizerunek. Hermiona była przygotowana na to, że zaraz musi spotkać się z nim wzrokiem. Jednak Malfoy zamiast rozglądać się za swoją sową wyjął spod płaszcza małą, kremowo-szarą kulkę. Gryfonka zmrużyła oczy lekko pochylając się w przód...Puszek? Co do diabła robił Malfoy spacerując z puszkiem pod płaszczem?

Nieświadomy bycia obserwowanym delikwent, jak gdyby nigdy nic zaczął oglądać zwierzę ze wszystkich stron, przy okazji głaszcząc je, co wywołało pomruki zadowolenia. Wyjął z kieszeni małą fiolkę i przychylił wlewając zawartość do pyszczka puszka,który usadowił się na jego ramieniu i z entuzjazmem wylizał ją do czysta swoim długim językiem. Zwierzątko zeskoczyło na ziemię, radośnie skacząc po stertach kup i węsząc. Malfoy obserwował tę scenę beznamiętnie wręcz ze znudzeniem. Nie mogła pojąć jakim cudem tak po prostu sobie stał. Nawet na moment nie zatkał nosa,a sama dobrze wiedziała,że graniczyło to z cudem. To tylko utwierdzało ją w myśli,że Malfoy nie jest człowiekiem. Miała nadzieję,że zaraz opuści Sowiarnię,nie miała okazji zjeść dziś śniadania,a zajęcia zaczynały się za niecałe pół godziny. Zwierzątko zniknęło z jej pola widzenia jednak właściciel uparcie trwał na swoim miejscu...jakby zamyślony ? Ciężko był wywnioskować coś po widoku jego głowy,nosa i jednego oka. Nie martwiła się ani nic z tych rzeczy,ale była po prostu ciekawa.
Wychyliła się lekko próbując zobaczyć coś więcej, jednak oprócz szarej bluzy wystającej spod rozpiętego płaszcza nie zobaczyła niczego nowego. Podskoczyła, gdy poczuła nacisk w okolicy żeber i odwróciła się gwałtownie, przytomnie nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku. Zobaczyła tylko ogon oddalającego się puszka,który niósł w zębach jej telefon. Protest uwiązł jej w gardle. Zdradzić się i krzyknąć ? Co to da? Zwierzę pędziło susami po brudnej podłodze wprost do swojego właściciela, który przyklęknął zaciekawiony.No,przynajmniej tak mogła zgadywać.


-Co tam masz,Pyx?

„Nie dotykaj go ty chciwa, podstępna, tleniona,arogancka....co jest? " - pomyślała z przerażeniem,gdy...
Malfoy rzucił tylko okiem na ekran jej telefonu i zrobił jedną z najbardziej przerażających rzeczy,które Malfoy mógł zrobić. Roześmiał się głośno i szczerze, aż kilka przestraszonych sów podleciało na wyższe belki. Najdziwniejszy dźwięk jaki słyszała w życiu,odbijał się od ścian Sowiarni. Gdy w końcu blondyn urwał śmiech,jakby nagle się zreflektował,zaczął przesuwać stronę w dół i w dół i w dóóół. Dochodziły do niej tylko niewyraźne odgłosy jego radosnego humoru. Malfoy pokwikujący, chichoczący, parskający...


Duszę Dracona Malfoya opanowały memy.


******


-W roku 1612 w Hogsmeade odbyła się rebelia,a na kwaterę główną zbuntowane gobliny obrały Trzy Miotły....

W takich chwilach jak te Draco Malfoy nie miał pojęcia dlaczego uczył się Historii magii na poziomie owutemów. Rozejrzał się po nielicznej klasie, idealną ciszę przerywało tylko uporczywe skrobanie pióra, sunącego po pergaminie. Ponieważ jako jedyny z domu Slytherina wybrał historię magii miał komfort siedzieć w ławce całkiem sam. I bardzo mu to odpowiadało. Mógł na przykład, bez konieczności dźgania kogoś łokciem ,odwrócić się do tyłu w celu zlokalizowania uporczywego dźwięku skrobania nowego, nie całkiem ostrego jeszcze pióra o pergamin...
Och,no tak.

Niezawodna Granger. Jak Patil mogła ignorować zawziętą pisaninę swojej sąsiadki? Merlin jeden raczył to wiedzieć. Znudzony i rozczarowany wrócił do swojej poprzedniej pozycji. Oparł głowę na ręce i wyjrzał przez okno.

Widoku z pierwszego piętra nie można było nazwać zajmującym czy chociażby ładnym,ale wciąż był on ciekawszy niż odbywający się w sali wykład. Widział stąd między innymi plac na którym pierwszoroczni uczyli się latania na miotle.Część z nich unosiła się nad ziemią, nieliczni zupełnie pewnie,żeby nie powiedzieć za pewnie, próbowali prostych manewrów to pikując w dół, to podrywając miotły do lotu. Malfoy jakkolwiek komentował w głowie sarkastycznie zajęcia,jako marne popisy przemądrzałych szczeniaków,musiał przyznać,że kilku śmiałków zasługiwało na uwagę. Równowaga,pewna postawa,technika to potrafił zauważyć. Jeżeli stworzyłby listę rzeczy na których się zna,quidditch zajmowałby na niej wysokie miejsce. Na ten rok drużyny były już skompletowane,a i tak pierwszoroczni nie mogli grać w quiddticha, jednak widział,że w przyszłym roku kapitanowie będą mieli z czego wybierać.

Tegoroczne rozgrywki zapowiadały się interesująco,zważywszy na fakt,że ani Potter ani Weasley nie wrócili do szkoły. Zamierzał poprowadzić Slytherin do zwycięstwa,to byłoby coś. Uśmiechnął się cynicznie do swoich myśli,jakby Puchar Quidditcha mógł wrócić jego domowi szacunek. Ślizgoni po wojnie nie mieli tak łatwo,nikt może nie miał odwagi mówić tego głośno,ale budzili w innych...skrajne uczucia. Niektórzy po prostu nimi pogardzali,a inni się ich bali.

Jednak musiał przyznać,że był w pewnym sensie dumny z wychowanków swojego domu,którzy nie zamierzali pokazać,że czują się gorsi. Dom Salazara Slytherina nie zamierzał przepraszać...no właśnie, za co? Za to,że większość popleczników Czarnego Pana pochodziło ze Slytherinu? Strach działał o wiele bardziej przekonująco niż działania popleczników Wybrańca,którzy marzyli o jego powrocie i odmianie losu. Śmierciożercy demonstrowali swoją potęgę,gdy siły dobra topniały. Śmierć Dumbledore'a,Szalonookiego czy chociażby ministra magii Rufusa Scrimgeoura,nagłe zniknięcie Pottera nie zachęcały do zmiany stron. Wszystko wskazywało na to,że Czarny Pan wygra. Dopiero później wszystko zaczęło się sypać. Otrząsnął się ze wspomnień,z dwojga złego wolał już wykład o rebeliach goblinów.

Hermiona była jak zwykle podekscytowana pakując się na zajęcia.Uwielbiała wieczorem przed zajęciami kompletować książki,ostrzyć pióro,napełniać kałamarz. Zawsze starała się, żeby jej notatki były schludne i ciekawe w czym pomagały jej małe rysunki,często prześmiewcze, obrazujące to co zawarła w tekście czy definicji. Co mogła poradzić na fakt,że po prostu uwielbiała się uczyć? Kochała wiedzieć,znać odpowiedzi i ucierać nosa innym. Dzień wczorajszy nie był jednak dla niej zbyt łaskawy. Głodowałaby do obiadu, gdyby nie jabłko znalezione na ławce w sali Transmutacji. Zielone jabłko, jej ulubiona odmiana, pozostawione bezpańsko na ławce nie budziło zaufania, ale sprawdziła czy nie zostało zaczarowane i po pozytywnych oględzinach z ulgą zjadła je po kryjomu. Chowając się przed wzrokiem profesor McGonnagall dziękowała w duszy przypadkom.

Tym właśnie śladem jej myśli dotarły do tlenionej tchórzofretki, gdyby nie on nie musiałaby głodować. Chociaż w głębi duszy musiała przyznać, że nie o jedzenie tu chodziło. Tęskniła za swoim telefonem.Dosięgający dwudziestu czterech godzin odwyk drażnił ją,ale świadomość w czyje ręce wpadła zguba doprowadzał ją do białej gorączki. Czuła się samotna i bezbronna bez Harry'ego i Rona, do tej pory zawsze mogła liczyć na ich wsparcie. Ron mimo,że irytujący potrafił rozładować napięcie lub ją rozśmieszyć. Czasem robił to nieświadomie,swoim zachowaniem czy zabawną uwagą. Westchnęła,plany lekcji jej i Ginny idealnie się rozmijały. W tym tygodniu nie miały jeszcze chwili żeby porozmawiać. Zapięła torbę z twardym postanowieniem wydarcia wolnej chwili dla swojej przyjaciółki i pokrzepiona tym planem ruszyła na zajęcia.

Natchnienie,myśl i tym sposobem powstała miniaturka ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz