Hermiona szła na śniadanie myśląc,no właśnie.Nie mogła ,,ogarnąć´´ wczorajszego zachowania Dracona gdy chodzili po sklepach i załatwiali wszystko. Robiła w głowie małą analizę od początku roku ani razu jej nie przezwał ,a kłotnie no cóż,wczoraj to była jej wina. Kłóciła się z Ronem i napadła na Dracona. Widziała jak Malfoy maszeruje korytarzem ,a inni uczniowie śledzą każdy jego ruch.Odwróciła wzrok i zajęła się rozmową z Justynem o ostatniej lekcji transmutacji,nie chciała być zaliczona do grona osób wielbiących ślizgona.O nie! Harry i Ron dyskutowali o technice poszczególnych drużyn z innymi gryfonami,chociaż Ron wtrącał tylko krótkie zdania zajęty tym co miał na talerzu.Hermiona usiadła obok niezdziwiona brakiem reakcji po kłótni się obraził,przejdzie mu.Pomachała Erniemu który siedział przy sąsiednim stole. Wielką Salę wypełniał gwar ożywionych rozmów.No tak,nowy profesor obrony wzbudzał powszechne zainteresowanie albo raczej wzbudzała ,profesor Constance Carter. Szczupła ,wysoka brunetka. Hermiona zdążyła zauważyć na jednej z lekcji ,że jej oczy mają szary kolor. Jej lekcje były prowadzone w profesjonalny i ciekawy sposób ale dla uczestników Bitwy o Hogwart przeciw zaklęcia itp nie były niczym nowym.
-Taak podobno ta fretka ma najnowszą miotłę.
Hermiona nastawiła uszu
-Musisz mu pokazać Harry ,że miotła to nie wszystko-odezwał sie Dean
-Dziś mają trening.Chyba przejdę się na boisko.
Więc Malfoy też skompletował drużynę? Hermiona patrzyła pustym wzrokiem za zmierzającą do wyjścia McGonnagal palnęła się w czoło byłaby zapomniała. Wybiegła na korytarz lawirując między uczniami.
-Pani profesor!
-Słucham panno Granger?
-Chcielibyśmy przygotować salę na bal. Czy moglibyśmy zacząć dziś?
-Oczywiście,najlepiej zwolnie was z zajęć. Obiady i kolacje odbywać się będą w sali obok. Po rozpoczęciu zajęć prosze tu czekać na pana Malfoya.
-Dobrze
Opiekunka Gryffindoru w swoją stronę ,a Hermiona stwierdziła ,że do pierwszej lekcji pozostało 5 minut więc po prostu stanęła pod salą obserwując przechodzących uczniów. Twarze tych młodszych wyrażały zachwyt i zdziwienie ich krok był niepewny ,a zarazem pełen entuzjazmu.Starsi szli środkiem korytarza patrząc z góry na mniejszych uczniów. Hermiona przypomniała sobie jaka była podekscytowana gdy po raz pierwszy przekroczyła próg szkoły , nie wspominając o czekających ją lekcjach. Ciekawe czy Harry i Ron czuli to sano. Dla Harry´ego był to dom, Ron raczej nie odczuwał tak mocno jak oni zachwytu tym miejscem znał je z opowiadań braci. Gryfonka popatrzyła na korytarz nie było na nim żywej duszy. Czekała jeszcze około 10 minut gdy wreszcie nadszedł Malfoy.
-Zaczynamy?-zapytał siląc się na dziarski ton.
-Taak jasne,skoro już jesteś-zgodziła się kpiąco.
Weszli do Wielkiej Sali, która bez katedry stołów i ław wydawała się o wiele większa.
-Od czego zaczynamy.?-zapytał Draco
-Myślę ,że umeblowaniem zajmiemy się 2 dni przed teraz możemy poćwiczyć zaklęcie na tych aparatach -wskazała ręką na pudełko leżące na stole
Wyjeła jeden z nich i wycelowała w niego różdżką
-Podnimiteavgusta - wypowiedziała formułe.
Aparat uniósł się na kilka metrów w górę i zawisł w powietrzu.
-Długo to się tak unosi?
-Około dwóch godzin - odpowiedziała- Jeśli odpowiednio skupisz się na
- Przestań przynudzać,po prostu bierzmy się do pracy - zakomendorował.
Taak wiem krótki rozdział ale mam 4 kartk i 3 spr zapowiedziane nie mam czasu na dluzszy pozdrawiam komentujcie ~Czarna
środa, 25 września 2013
poniedziałek, 16 września 2013
Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś sie boi, coś kocha i coś stracił
"Amicus est tamquam alter idem''
Przyjaciel jest jakby drugim mną
Luna szła powoli na Wieżę Astronomiczną z nieodłącznym Żonglerem w ręce i różdżką wsuniętą za ucho. Nie miała żadnego powodu dla którego tam szła,ostatnio po prostu wyczuwała ,że jest gdzieś potrzebna Lekkim , tanecznym krokiem przeskakiwała kolejne stopnie aż weszła do Wieży. Nawet jeśli się zdziwiła obecnością akurat tego blondyna to nie dała tego po sobie poznać. Podeszła do niego i oparła się o parapet jak gdyby robili to zawsze od kilku lat. Chwilę po prostu stali nie odzywając się do siebie, patrząc na roztaczającą się przed nimi przestrzeń
-Co się stało,Draco? -zapytała delikatnie nie zmieniając pozycji.
Ślizgon zmierzył ją zimnym spojrzeniem, zastanawiając się co ona tu robi. Precyzując dokładnie tutaj z nim ,żeby pokazać jej ,że go to nic nie obchodzi nie odpowiedział.
-Rozmowa zawsze pomaga - dodała kiedy jej nie odpowiedział.
-Co ty możesz wiedzieć? Mówisz jak chodząca księga mądrości uważaj bo Hermiona łatwo nie odda tego stanowiska-zadrwił.
-Spróbuj okazać trochę uczuć, nie musisz budować muru wokół siebie zanim nie będziesz zdolny do żadnych uczuć. Najlepiej zajmij się tym co kochasz- oznajmiła i wyszła.
Zanim będzie za późno, nie musisz budować muru - te słowa obijały się o jego czaszkę. On kocha sport i latanie. Musi zarządzić trening najlepiej jutro.Sam nie wiedział dlaczego posłuchał Pomyluny Zbiegł szybko po schodach z radosnym uczuciem którego nie czuł już od dawna.Tak jakby ktoś zdjął z niego ciężar który nosił od kilku dni
-Blaise! - krzyknął wchodząc do pokoju przyjaciela który o dziwo siedział na fotelu i nic nie wskazywało na to ,że jeszcze kilka godzin temu był tu ktoś oprócz niego.
-No i czego się drzesz?
-Za dwie godziny widzimy się na boisku,wybrałem już skład. Obrońca Vaisey pałkarze Harper i Pitchard ścigający Parkinson,ty i Ress.Do zobaczenia na boisku-rzucił tylko i wyszedł śledzony wieloma parami ślizgońskich oczu .
-Boże ja go kiedyś zabiję-mruknął Zabini.
Wolnym już krokiem szedł do dormitorium rozmyślając nad jutrzejszymi eliminacjami w tym roku ma najlepszy skład.Matka kupiła mu na urodziny najnowszą miotłę Złotą Strzała klasę lepsza od Strzały. Niezwykła precyzja lotu i zwrotność robiły z niej miotłę o wysokich standardach. W tym roku wygrana jest ich Potter może pomarzyć o Pucharze Quiditcha. W dormitorium natknął się na rozjuszoną Granger.
-Zamykaj ten obraz jak wchodzisz!
-Przecież zamknąłem - odpyskował ze złością. Tak szybko potrafiła go wkurzyć tylko ona.
-Wal się! Twój wywód jest bez sensu.
-A może ma aż tyle sensu ,że nie ogarniasz?!-odparował wchodząc do swojego pokoju.
Był zły na siebie niepotrzebnie na nią wrzeszczał. Cholera! - przywalił ręką w ścianę co z tobą Malfoy ? Przy niej zachowujesz się jak jeden z tych romantyków którzy nie wiedzą co zrobić. Zarzucił torbę na ramię dopisując jeszcze końcówkę wypracowania dla Snape´a. Założył białą koszulę , krawat Slytherinu a do tego zwykłe czarne jeansy i wyszedł z dormitorium mijając po drodze grupki uczniów którzy wpatrywali się w niego zależnie od wieku, płci i domu z wrogością ,podziwem, uwielbieniem w oczach. Wszystko kwitował ironicznym uśmiechem. Na lekcji eliksirów z gryfonami jakiemuś drugoroczniakowi wybuchł kociołek. Następca Finnigana pomyślał Draco uśmiechając się pod nosem. Po całym dniu zajęć z ranką na palcu (nie ma to jak zielarstwo) Draco wziął dłuuugi orzeźwiający prysznic i położył się spać.
Dziekuje za 5000 wejść komentujcie bo wena zjada komentarze pozdrawiam :** ~Czarna
niedziela, 8 września 2013
Znak.
Ból psychiczny stokroć gorszy od fizycznego
choć nie widać
rozbraja nas od środka
Blondyn leżał na łóżku rozpamiętując popołudnie spędzone z gryfonką. Ogarnij się Malfoy - pomyślał przewracając się na brzuch. Wtedy to się stało. Całe jego ciało przeszyła fala bólu rozchodząca się od czubka głowy po końce palców pozbawiając go tchu.Czuł jakby ktoś wywiercał dziury w całym jego ciele to było gorsze od Sectusempry.Popatrzył na swój Mroczny Znak.Poruszał się.Kolejna fala przynosząca niewyobrażalne cierpienie.Zacisnął szczęki,przypominając sobie ,że gdyby zaczął krzyczeć Hermiona na pewno by go usłyszała.Gryzł własne ręce aż zaczęły krwawić.Wygiął się w łuk i nagle wszystko ustało.
Dracon opadł na poduszki dysząc ciężko.Po kilku minutach wstał i chwiejnym krokiem doszedł do okna,oparł się czołem o zimną szybę zamykając oczy.Popatrzył na swoje odbicie.Bladą twarz chłopca pokrywały kropelki potu.Spojrzał na swoje ręce,nadal krwawiły.
Zastanawiał się co się z nim stało. Znak piekł gdy wzywał ich Czarny Pan.Widział jak oczy rozszerzają mu się ze zdziwienia..Potrząsnął głową ,on nie żyje ,a znak zawsze piekł nie wywoływał agonii.Zmęczony opadł na łóżko i zapadł w płytki,niespokojny sen.
-Auć.Co do jasnej Ava..-urwał patrząc wokół. Pościel była poznaczona plamami krwi ,a jego ręce, Cóż wolał się nie wypowiadać. Nie wiedział co się z nim wczoraj stało ale nie zamierzał tego tak zostawić. Zwalił ubrudzoną pościel na ziemię i usiadł na łóżku.Rany na rękach nie były zbyt poważne. Sięgnał po różdzkę
-Episkey - zamiast ran zostały tylko mało widoczne białawe blizny.
Wyciągnął z szafy białą koszulę i czarne jeansy,przebrał się po czym wyszedł z pokoju. Już miał wychodzić kiedy jego wzrok padł na leżącego na stole Proroka Codziennego. Podszedł szybkim krokiem omal nie przewracając się o fotel. Z Azkabanu zbiegł Rudolf i Rabastan Lestrange. Usiadł na fotelu zaciskając powieki ,żeby pokój przestał wirowac. A więc to prawda? Otworzył oczy. Musi znaleźc Diabła. Nie,nie Diabła.Potrzebny mu Snape. Wyszedł z dormitorium i poszedł w kierunku lochów. Przeskakiwał po 2 stopnie, modląc się w duchu ,żeby Snape był w gabinecie. Kiedy dotarł do drzwi zapukał energicznie.
Po chwili drzwi otwarły się ukazując niecodzienny widok. Severus Snape we własnej osobie stał przed Draconem w źle zawiązanym szlafroku z włosami w nieładzie i ledwo otawrtymi oczami. Chłopak mimo woli parsknął śmiechem.
-Czy ty masz dobrze w głowie?! Wiesz ,która jest godzina ?!! -wydarł się profesor.Draco widząc ,że jest serio wkurzony przeszedł od razu do rzeczy.
-,,Piekł'' mnie Znak-profesor od razu oprzytomniał. Jak za dotknięciem różdżki.
-Jak bardzo ? -zapytał zapraszając go gestem do środka- Kiedy dokładnie ?
-Wczoraj wieczorem.W skali od 1 do 10 ?Sto.
-To na pewno nic wielkiego.
-Nic wielkiego?! Dwóch śmierciożerców uciekło z Azkabanu.
-To tylko twój wuj,za dwa dni ich złapią.Jeśli coś będę wiedział będziesz jedną z pierwszych osób które się o tym dowiedzą.Teraz jeśli łaska chciałbym dokończyc sen.
Dracon wyszedł z gabinetu Snape'a.Dopiero teraz popatrzył na swój zegarek.6.24. Ruszył w kierunku Pokoju Życzeń. Znalazł się w Central Parku. Usiadł na jednej z ławek ,żeby pomyślec.Jeśli Snape mówi ,że to nic poważnego to chyba narazie może o tym nie myślec.Wyszedł z pomieszczenia z planem obudzenia Zabiniego.
W Pokoju Wspólnym ślizgonów panowała cisza. Wszedł do dormitorium Blaisea i stanął jak wryty. W łóżku obok niego spoczywała druga osoba. Sam fakt nie byłby sam w sobie dziwny gdyby nie to ,że tą osobą była ........Ginny Weasley. Siostra Rudzielca. Wyszedł z tamtąd równie szybko jak przyszedł. To za dużo jak na jego biedną głowę. Świat zwariował.
Jako do ostatniego spokojnego miejsca ruszył na wieżę Astronomiczną. Usiadł na parapet patrząc w dół. Nawet przez chwilę się nie zawahał chociaż większośc ludzi zapewne dostałoby od tego zawrotów głowy. To chyba zostało mu z dzieciństwa ,gdy odkrył ,że może dostac się na szczyt Big Bena.Doskonale pamiętał tamte wakacje był na nich z matką i ojcem. Oni zazwyczaj mieli swoje zajęcia ,a on wychodził na wycieczki po mieście.To było jedne z lepszych lat w jego życiu warte wspominania. To wtedy ojciec zachowywał się ,,normalnie'' ani razu na niego nie wrzeszczał,nie mówił co ma robic.Nie wiedział ,że to miały byc jego ostatnie spokojne chwile. Potem oddali go ciotce Bellatriks. ,,Uczyła'' go oklumencji znęcając się nad nim z myślą ,że kiedyś będzie jej zastępcą. Niestety zawiodłem cię ciociu-pomyślał ironicznie-Stanąłem po właściwej stronie .
To tyle u nas już zapowiedzieli 3spr i 2 kartkówki dziękuję za tyle wejśc komentujcie :D -Czarna
piątek, 30 sierpnia 2013
Przygotowania
-Malfoy,dlaczego właściwie ruletka i poker?-zapytała
-Żeby się rozerwać.Widziałem kilka imprez na ,których goście nudzili się tańcem.
-Chyba jednak za mocno ci przywaliłam na trzecim roku. Dumbledore na pewno będzie przeciwny takiemu...czemuś.
-Założymy się?Mam niezwykły dar przekonywania,poza tym już się zgodziłaś.
-Jakby ktoś
-Tak wiem to nie był twój pomysł.
-Spokojnie nikt się nie dowie ,że Naczelna Kujonka Hogwartu lubi się zabawić.
-Skąd to wiesz?!
-Nie tylko ty chodzisz do klubów
-Z kim ty tam..
-To już chyba nie twój interes-stwierdził zimno
-Oh ,tak,jasne-wyjąkała.
Dziewczyna szła za nim przetrawiając tę informacje.Była ,cóż, w lekkim szoku. Malfoy i mugolski klub. Chociaż od początku roku zmienił się.Nawet nie pamiętała kiedy nazwał ją szlamą.Rzuciła my szybkie spojrzenie,znów to co zawsze. Jego twarz była zamknięta,nie wyrażała niczego. Zawsze tak robił, uświadomiła sobie.Tylko która twarz była tą prawdziwą?Czy ona w ogóle istniała?
Kiedy doszli do wioski swoje kroki skierowali do Trzech Mioteł w pubie było kilku czarodziejów
-Witajcie-zza konturu wyłoniła się właścicielka-Chcecie stolik?
-Właściwie to jesteśmy tu jakby w interesach-wyjaśniła dziewczyna.
Rosmerta uśmiechnęła się jeszcze szerzej,o ile to było możliwe.
-Chcieliśmy wynająć Trzy Miotły na jeden wieczór.Będzie około 100 osób
-Widzę Draco ,że jak zawsze jesteś zaangażowany w organizację imprez.
-Jak zawsze?-Wyrwało się gryfonce
-Oh,oczywiście.Był jednym z organizatorów Balu Bożonarodzeniowego i bankietu Św.Munga z okazji rocznicy założenia.Nie wspominając o innych balach.
O nie to już druga szokująca informacja tego poranka.Malfoy uśmiechnął się pod nosem widząć jej zszokowaną minę.
-Ile to będzie kosztowało?
-Hmm myślę ,że zainteresuje was wariant z muzyką,jedzeniem i piwem kremowym.Tak więc 500 galeonów
-Wyślij rachunek do Dyrektora Szkoły,Rosmerto.Do zobaczenia.
-Dziękujemy do widzenia-rzuciła Hermiona.-Mogłeś mi powiedzieć ,że już organizowałeś jakiś bal.
-Od kiedy interesuje cię co robię?-Spytał.
-Już nic chodźmy
-To tutaj powiedział wchodząc do sklepu.,który okazał się sklepem z alkoholem.
-Cześć,Rick-rzucił do wysokiego szatyna za ladą.
-Cześć,Draco nareszcie cię widzę podać coś?
-Tak będę miał duże zamówienie.70 butelek ognistej,20 butelek Belzabuba.160 gotowych drinków. Sex na plaży,Krwawą Mary i Blue Lady..
-Widzę ,że szykuje się większa impreza,będzie nas około 50.
Wyszli ze sklepu żegnani przez sprzedawcę.
-Malfoy na co nam tyle alkoholu?
-Na każdej imprezie mysi być alkohol.Poza tym to wcale nie tak dużo.Wypada około 1,5 butelki whiskey na osobę 0,5 butelki Belzebuba i po 4 drinki.
-To JEST dużo.
-Dla przeciętnego ucznia ale pomyśl o mnie lub Blaisie czy o ślizgonach dla nich to będzie mało.
-Sugerujesz ,że my jesteśmy gorsi?
-Tak.
-Ok w takim razie załóżmy się. Który z domów zorganizuje lepszą imprezę wygrywa.
-Co jest magrodą?
-No co sobie wymyślą, przez dwa tygodnie.
-Stoi.Nie wiem jak przekonasz do tego gryfonów.
-Już moja w ty głowa.
Uff kolejny rozdział dziękuję wam za 4200 wejść.Komentujcie i do następnego chociaż nie wiem jak szybko bo zaczyna się szkoła a ja dopiero zaczęłam czuć te wakacje pozdrawiam :) ~~Czarna
piątek, 23 sierpnia 2013
Plany
Hermiona przesiedziała pół wieczoru w swoim pokoju. Bijąc się z myślami powinni zabrać się za przygotowania. Łatwo powiedzieć. Robienie przygotowań=współpraca z Drac Malfoyem. W końcu stanęła przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech i weszła do Pokoju Wspólnego. Malfoy siedział w fotelu czytając (?) książkę. Platynowa grzywka opadała mu na intensywnie błękitne oczy. Pod koszulą wyraźnie rysowały się mięśnie. Skup sie,Granger skarciła się w myślach. Usiadła w fotelu zastanawiając się jak zacząć. Ślizgon nawet nie podniósł głowy.
-Musimy pomyśleć o przygotowaniach.
No nareszcie się popatrzył.
-Wiem.Myślałem żeby zacząć impreze w Hogsmeade.
Hermiona skinęła głową
-Ok,do zamku hmm moglibyśmy dijechać limuzynami
-Czym?
-Oh zobaczysz
Blondyn popatrzył na nią ale nie skomentował jej decyzji.
-Schody i wejście do Wielkiej Sali wyłożymy czerwonym dywanem,a w powietrzu aparaty robiące pamiątkowe zdjęcia.
-Na impreze w Wielkiej Sali mają wstęp klasy V-VII-zastrzegł chłopak.
-Dlaczego?
-Powiedzmy ,że zaplanowałem barek z eee różnymi ,,napojami´´
-Jakby Dumbledore się pytał to był twój pomysł.
-Aha nie zapomnij o pokerze i ruletce.
-Nie za bardzo się wczułeś?
-Lubię iść na całość-uśmiechnął się niedwuznacznie. Hermiona prychnęła.
-Scena będzie naprzeciw wejścia.Środek parkietu do tańca.
-Światło niech będzie ciemno niebieskie.To wprowadzi fajny klimat,możesz mi wierzyć,bywało się na dyskotekach - oznajmił z wyższością.
-Na ile osób stoliki?-zapytała siląc się na spokój
-Sześć.
Gryfonka popatrzyła na niego pytająco
-Ty,ja,Pansy,Potter,Blaise i Ruda.
-Ja i ty?
-Mamy tam iść razem słyszałaś dyrektora.
-Nie myślałam ,że będziesz chciał spędzić czas ze szl
-Nie mów tak!
-Właśnie ,że będę szlama,szlama, SZLAMA GRANGER !!
Dracon roześmiał się.
-I z czego się śmiejesz idioto ?!
- Z ciebie, Zdajesz sobie sprawę jak dziecinne jest twoje zachowanie?Ja mówię nie rób ,a ty to robisz.
-Na dziś chyba to zakończymy -wycedziła.
-W ogóle coś zaczęliśmy?Jak chcesz to możemy się za to wziąć - odparł podnosząc się z fotela.
-Nie!-wrzasnęła niemal histerycznie-Nic nie będziemy zaczynać!
Kiedy zamknęły się za nią drzwi Draco opadł na fotel,uśmiechając się pod nosem.Chyba się wystraszyła. Przynajmniej ma teraz wolny wieczór. Za oknem widać było zarysy drzew,ledwo widoczne w panującej ciemności.
Draconowi śniło się ,że kłóci się z Granger aż zaczęła na niego krzyczeć Malfoy!Malfoy!!MALFOY!!!
W jednej sekundzie leżał na ziemi. Otworzył oczy.Nad nim stała uśmiechnięta,Granger.
-To chyba jakiś koszmar
-Wstawaj,Malfoy. Idziemy zamówić lokal.
-Mamy lekcje-zaprotestował słabo.
-Dziś niedziela,czekam pół godziny-rzuciła za nim wyszła.
Chcąc nie chcąc młody arystokrata ubrał się i wyszedł z pokoju.
-Spóźniłeś się.
-Daj żyć,Granger.
Wyszli z zamku odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami uczniów. Na dworze było ciepło. Prawdziwie jesienna pogoda można powiedzieć złota jesień Ruszyli w kierunku wioski.
Rozdział krótki (chyba) pisany na komórce mogą być błędy dziękuję za 3821 wejść :** Komentujcie ~Czarna
-Musimy pomyśleć o przygotowaniach.
No nareszcie się popatrzył.
-Wiem.Myślałem żeby zacząć impreze w Hogsmeade.
Hermiona skinęła głową
-Ok,do zamku hmm moglibyśmy dijechać limuzynami
-Czym?
-Oh zobaczysz
Blondyn popatrzył na nią ale nie skomentował jej decyzji.
-Schody i wejście do Wielkiej Sali wyłożymy czerwonym dywanem,a w powietrzu aparaty robiące pamiątkowe zdjęcia.
-Na impreze w Wielkiej Sali mają wstęp klasy V-VII-zastrzegł chłopak.
-Dlaczego?
-Powiedzmy ,że zaplanowałem barek z eee różnymi ,,napojami´´
-Jakby Dumbledore się pytał to był twój pomysł.
-Aha nie zapomnij o pokerze i ruletce.
-Nie za bardzo się wczułeś?
-Lubię iść na całość-uśmiechnął się niedwuznacznie. Hermiona prychnęła.
-Scena będzie naprzeciw wejścia.Środek parkietu do tańca.
-Światło niech będzie ciemno niebieskie.To wprowadzi fajny klimat,możesz mi wierzyć,bywało się na dyskotekach - oznajmił z wyższością.
-Na ile osób stoliki?-zapytała siląc się na spokój
-Sześć.
Gryfonka popatrzyła na niego pytająco
-Ty,ja,Pansy,Potter,Blaise i Ruda.
-Ja i ty?
-Mamy tam iść razem słyszałaś dyrektora.
-Nie myślałam ,że będziesz chciał spędzić czas ze szl
-Nie mów tak!
-Właśnie ,że będę szlama,szlama, SZLAMA GRANGER !!
Dracon roześmiał się.
-I z czego się śmiejesz idioto ?!
- Z ciebie, Zdajesz sobie sprawę jak dziecinne jest twoje zachowanie?Ja mówię nie rób ,a ty to robisz.
-Na dziś chyba to zakończymy -wycedziła.
-W ogóle coś zaczęliśmy?Jak chcesz to możemy się za to wziąć - odparł podnosząc się z fotela.
-Nie!-wrzasnęła niemal histerycznie-Nic nie będziemy zaczynać!
Kiedy zamknęły się za nią drzwi Draco opadł na fotel,uśmiechając się pod nosem.Chyba się wystraszyła. Przynajmniej ma teraz wolny wieczór. Za oknem widać było zarysy drzew,ledwo widoczne w panującej ciemności.
Draconowi śniło się ,że kłóci się z Granger aż zaczęła na niego krzyczeć Malfoy!Malfoy!!MALFOY!!!
W jednej sekundzie leżał na ziemi. Otworzył oczy.Nad nim stała uśmiechnięta,Granger.
-To chyba jakiś koszmar
-Wstawaj,Malfoy. Idziemy zamówić lokal.
-Mamy lekcje-zaprotestował słabo.
-Dziś niedziela,czekam pół godziny-rzuciła za nim wyszła.
Chcąc nie chcąc młody arystokrata ubrał się i wyszedł z pokoju.
-Spóźniłeś się.
-Daj żyć,Granger.
Wyszli z zamku odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami uczniów. Na dworze było ciepło. Prawdziwie jesienna pogoda można powiedzieć złota jesień Ruszyli w kierunku wioski.
Rozdział krótki (chyba) pisany na komórce mogą być błędy dziękuję za 3821 wejść :** Komentujcie ~Czarna
niedziela, 18 sierpnia 2013
Nie! A może jednak?
-Cześć, piękna
-Hej.Chciałeś coś?
-Ni ,chociaż tak.Ginny wiesz ,że całe wakacje ,że bardzo się zmieniłem.Dzięki tobie-ciągnął Blaise, patrząc na oszołomioną Wiewiórkę-Chciałbym ,żebyśmy mieli razem
-NIE!!
-Dlaczego nie?-chłopak wlepił w nią zdziwione spojrzenie.
-Diable ja wiem,że ty byś chciał mieć dziecko ale ja jestem za młoda.Jeszcze mam czas.
-HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA
-Dlaczego się śmiejesz idioto?!-krzyknęła najmłodsza latorośl Weasleów
-Chciałem żebyś została moją dziewczyną.Chociaaaż możemy poćwiczyć,jeśli wiesz o co mi chodzi-poruszył brwiami
-Dzięki,chyba nie skorzystam.
-To zgadzasz się?
-Tak.
Blaise zbliżył się do niej. Wziął ją za rękę,splótł razem ich palce. Drugą rękę przesunął na jej policzek. Przysunął się bliżej,założył jej włosy za ucho patrząc jej w oczy.Powoli zbliżył swoje usta do jej warg. Czul intensywny zapach jej perfum.Pocałował ją krótko,namiętnie.Dziewczyna wtuliła się w niego,oparł podbródek na czubku jej głowy.
-Teraz może się nawet świat zawalić-wyszeptał.
RABASTAN LESTRANGE-Jeden z najbardziej oddanych sług Sami-Wiecie-Kogo. Wspólnie z bratem, jego żoną oraz Barty'm Crouchem Jr. torturowali małżeństwo szanowanych w magicznym świecie aurorów wymienionych wyżej.
-Hej.Chciałeś coś?
-Ni ,chociaż tak.Ginny wiesz ,że całe wakacje ,że bardzo się zmieniłem.Dzięki tobie-ciągnął Blaise, patrząc na oszołomioną Wiewiórkę-Chciałbym ,żebyśmy mieli razem
-NIE!!
-Dlaczego nie?-chłopak wlepił w nią zdziwione spojrzenie.
-Diable ja wiem,że ty byś chciał mieć dziecko ale ja jestem za młoda.Jeszcze mam czas.
-HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA
-Dlaczego się śmiejesz idioto?!-krzyknęła najmłodsza latorośl Weasleów
-Chciałem żebyś została moją dziewczyną.Chociaaaż możemy poćwiczyć,jeśli wiesz o co mi chodzi-poruszył brwiami
-Dzięki,chyba nie skorzystam.
-To zgadzasz się?
-Tak.
Blaise zbliżył się do niej. Wziął ją za rękę,splótł razem ich palce. Drugą rękę przesunął na jej policzek. Przysunął się bliżej,założył jej włosy za ucho patrząc jej w oczy.Powoli zbliżył swoje usta do jej warg. Czul intensywny zapach jej perfum.Pocałował ją krótko,namiętnie.Dziewczyna wtuliła się w niego,oparł podbródek na czubku jej głowy.
-Teraz może się nawet świat zawalić-wyszeptał.
*******
-Macie jakieś nowe wiadomości?
-Niestety,panie .Wiemy jednak ,że naszemu człowiekowi w Hogwarcie udało się do niego zbliżyć. To kwestia czasu kiedy wykona zadanie.
-Niech trzyma go jeszcze w niepewności.Nasz czas jeszcze nie nadszedł.Dobrze idźcie już.Musimy zdążyć do Proroka Wieczornego-mężczyzna uśmiechnął się.
-Tak,panie.Oczywiście.
****Albus Dumbledore w jego gabinecie****
-Czy to pewne,Severusie?
-Obawiam się ,że tak.Oni są wściekli nie cofną się przed niczym są na wpół oszalali. Chcą zemsty Dumbledore ,a ty o tym wiesz.
-Wiem o tym Severusie. Jednak na razie nie widzę powodu informowania o tym kogokolwiek. Rozumiesz? To musi pozostać między nami.
-Oni nie spoczną.Nie mają nic do stracenia są zdesperowani.Gotowi niszczyć i zabijać wszystko ,i wszystkich ,którzy staną im na drodze.
-Ilu ich jest?
-17 z przywódcą ma ich zasilić 5 najwierniejszych.
-Razem 23.Ile zostało Zakonu?
-22 członków wliczając w to Pottera,Granger i Weasleya.
-Dobrze to wystarczy.Przynajmniej na razie,Severusie. Mówiłeś ,że będzie chciał zwerbować Dracona?
-Tak.Nie chce już polegać na ojcu, dlatego wybierze jego syna.
-Pilnuj go.Niech wie ,że ma w tobie oparcie.
-Oczywiście.
****Wieczorem****
Prorok Wieczorny
Ministerstwo Magii informuje ,że dnia dzisiejszego z Azkabanu (strzeżonego przez dementory więzienia dla czarodziejów) zbiegło dwóch groźnych śmierciożerców zagorzałych zwolenników Sami-Wiecie-Kogo.
RUDOLF LESTRANGE -jeden z trojga Śmierciożerców którzy torturowali Franka i Alicję Longbottomów doprowadzając ich do utraty zmysłów.
RABASTAN LESTRANGE-Jeden z najbardziej oddanych sług Sami-Wiecie-Kogo. Wspólnie z bratem, jego żoną oraz Barty'm Crouchem Jr. torturowali małżeństwo szanowanych w magicznym świecie aurorów wymienionych wyżej.
Ministerstwo ostrzega społeczność czarodziejów. Zachowajmy czujność. Na razie nie dysponujemy wiadomościami o żadnym powstaniu wśród szeregów Śmierciożerców. Prosimy o zachowanie zasad bezpieczeństwa - mówi nasz minister Kingsley Shacklebot .
Czyżby Czarny Pan znów się odrodził? Nie mieliśmy dokładnych wiadomości o jego śmierci ponieważ Pan Harry Potter był niestety nieosiągalny dla prasy.
Rozdział taki sobie dziękuję wam bardzo za ok 2500 wejść komentujcie bo na razie komentuje tylko Karolina ,którą pozdrawiam ~Czarna
piątek, 16 sierpnia 2013
Ochyda czyli urażone wyczucie piękna.
Powolnym krokiem ruszył do dormitorium. Traf chciał ,że nikogo nie spotkał.Nic dziwnego jeśli dochodziła północ. Myślał nad jutrzejszymi eliminacjami kiedy do jego myśli wtargnęła brązowowłosa dziewczyna. Westchnął,chyba zaczynał przegrywać z samym sobą. Myślał o niej coraz częściej albo raczej bez przerwy.
Chyba zakochał się w Hermionie Granger. Tak tej Hermionie. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego. To takie dziwne uczucie. Tu. W sercu. Chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu. Przeczesał włosy palcami stając w miejscu. Tylko ,że ona nigdy nie poczuje czegoś takiego do niego. Dla niej zawsze będę tym samym Malfoyem - pomyślał gorzko. Ruszył dalej postanawiając sobie ,że od tej pory po prostu będzie przy niej. Kiedy nadejdzie jego czas wejdzie na scene. Tak pokrzepiony duchowo doszedł do dormitorium.
Dziewczyna kartkowała jakąś grubą księgę.Co jakiś czas dopisywała coś na zwoju pergaminu.Nie witając się poszedł do swojego pokoju,żeby wreszcie odpocząć.
Rano obudził się bladym świtem. Rzucił okiem na zegar 6 rano.Wiedział ,że nie zaśnie dlatego ubrał się i poszedł na błonia. Kiedy wymknął się z zamku odetchnął świeżym powietrzem. Zszedł po schodach w brzasku wstającego Słońca. Poranek był chłodny z nielicznymi powiewami ciepłego wiatru. Już miał iść kiedy zauważył drobną postać.Zmierzającą w stronę boiska.Dogonił ją kilkoma długimi krokami.
-No,no Granger.Chcesz nauczyć się latać na miotle?
-Nie,wzięłam ją na spacer-warknęła po czym wrzuciła szkolną miotłę do komórki i ruszyła z powrotem do zamku.
Draco bezwiednie odprowadził ją wzrokiem. Odczekał ,aż zniknęła w drzwiach i też ruszył do Wielkiej Sali na śniadanie
Opiekunka zadała im pracę domową na temat transmutacji zwierząt w przedmioty i na odwrót. Po lekcjach Hermiona wstąpiła do biblioteki po kilka książek potrzebnych jej do wypracowania.Nie chciała iść do Skrzydła Szpitalnego tak jak jej radził Justyn potem Parvati ,a teraz nawet Pani Pince próbowała ją odwieść ją od zabrania tych książek. Przecież to tylko kaszel i przecież nie jest jej aż TAK słabo. Pomimo wszystko na 4 piętrze. Przeklinając swoich przyjaciół stanęła przed wejściem do dormitorium.
Ostatnie co zapamiętała to fragment pokoju i głos: ,,Hermiona'' Skądś go kojarzyła ale w tej chwili straciła przytomność.Obudziła się w Skrzydle Szpitalnym.Koło łóżka stał ogromny bukiet kwiatów. Pomarańczowo--żółto-fioletowych kwiatów. Hermiona zerwała się z łóżka ,żeby po chwili pod wpływem weny wyrzucić bukiet przez najbliższe okno.
- Ochyda -mruknęła pod nosem.
Zauważyła ,że nie wyrzuciła wszystkich kwiatów. W wazonie zostały piękne czarne róże z tego co wiedziała były bardzo rzadkie.Powąchała je pachniały perfumami. Męskimi perfumami. Kto mógł go jej podrzucić? To na pewno nie były perfumy Rona ani Harry'ego. Nie miała czasu na dalsze rozmyślania ,bo pani Pomfrey przyszła i oznajmiła ,że może już wyjść ze szpitala.
Wracając do dormitorium przepatrzyła listę potencjalnych kandydatów. Kiedy dotarła do Malfoya i zaczęła analizować na ile procent to mógł być on , o mało nie parsknęła śmiechem.Przecież to MALFOY. Jej wróg numer jeden. Jak mogła tak pomyśleć przecież ma Rona i jest z nim szczęśliwa. Jakby na potwierdzenie swoich myśli ruszyła w stronę Wieży Gryfonów.
Po wejściu do Pokoju Wspólnego zobaczyła Harry'ego i Rona rozgrywających partię Eksplodującego Durnia. Usiadła z nimi przyglądając się grze jej rozmyślania przerwała sowa.
Chyba zakochał się w Hermionie Granger. Tak tej Hermionie. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego. To takie dziwne uczucie. Tu. W sercu. Chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu. Przeczesał włosy palcami stając w miejscu. Tylko ,że ona nigdy nie poczuje czegoś takiego do niego. Dla niej zawsze będę tym samym Malfoyem - pomyślał gorzko. Ruszył dalej postanawiając sobie ,że od tej pory po prostu będzie przy niej. Kiedy nadejdzie jego czas wejdzie na scene. Tak pokrzepiony duchowo doszedł do dormitorium.
Dziewczyna kartkowała jakąś grubą księgę.Co jakiś czas dopisywała coś na zwoju pergaminu.Nie witając się poszedł do swojego pokoju,żeby wreszcie odpocząć.
Rano obudził się bladym świtem. Rzucił okiem na zegar 6 rano.Wiedział ,że nie zaśnie dlatego ubrał się i poszedł na błonia. Kiedy wymknął się z zamku odetchnął świeżym powietrzem. Zszedł po schodach w brzasku wstającego Słońca. Poranek był chłodny z nielicznymi powiewami ciepłego wiatru. Już miał iść kiedy zauważył drobną postać.Zmierzającą w stronę boiska.Dogonił ją kilkoma długimi krokami.
-No,no Granger.Chcesz nauczyć się latać na miotle?
-Nie,wzięłam ją na spacer-warknęła po czym wrzuciła szkolną miotłę do komórki i ruszyła z powrotem do zamku.
Draco bezwiednie odprowadził ją wzrokiem. Odczekał ,aż zniknęła w drzwiach i też ruszył do Wielkiej Sali na śniadanie
****Hermiona****
Przeklęty Malfoy!Zawsze musi gdzieś wepchnąć ten swój arystokratyczny nochal.Uczniowie ustępowali jej z drogi ,widząc, jak wściekła przemierza korytarz mamrocząc do siebie pod nosem.Wzięła torbę z dormitorium i zeszła do klasy transmutacji.Mieli za zadanie zamienić żabę w poduszkę.Udało się jej i jakiemuś ślizgonowi za co McGonnagal przyznała po 5 punktów Slytherinowi i Gryfindorowi. Gryfonka odwróciła się na moment .Tym ślizgonem okazał się Draco Malfoy. Ostatnio chłopak miał tak wybitne wyniki jak ona co dodatkowo ją zirytowało.Opiekunka zadała im pracę domową na temat transmutacji zwierząt w przedmioty i na odwrót. Po lekcjach Hermiona wstąpiła do biblioteki po kilka książek potrzebnych jej do wypracowania.Nie chciała iść do Skrzydła Szpitalnego tak jak jej radził Justyn potem Parvati ,a teraz nawet Pani Pince próbowała ją odwieść ją od zabrania tych książek. Przecież to tylko kaszel i przecież nie jest jej aż TAK słabo. Pomimo wszystko na 4 piętrze. Przeklinając swoich przyjaciół stanęła przed wejściem do dormitorium.
Ostatnie co zapamiętała to fragment pokoju i głos: ,,Hermiona'' Skądś go kojarzyła ale w tej chwili straciła przytomność.Obudziła się w Skrzydle Szpitalnym.Koło łóżka stał ogromny bukiet kwiatów. Pomarańczowo--żółto-fioletowych kwiatów. Hermiona zerwała się z łóżka ,żeby po chwili pod wpływem weny wyrzucić bukiet przez najbliższe okno.
- Ochyda -mruknęła pod nosem.
Zauważyła ,że nie wyrzuciła wszystkich kwiatów. W wazonie zostały piękne czarne róże z tego co wiedziała były bardzo rzadkie.Powąchała je pachniały perfumami. Męskimi perfumami. Kto mógł go jej podrzucić? To na pewno nie były perfumy Rona ani Harry'ego. Nie miała czasu na dalsze rozmyślania ,bo pani Pomfrey przyszła i oznajmiła ,że może już wyjść ze szpitala.
Wracając do dormitorium przepatrzyła listę potencjalnych kandydatów. Kiedy dotarła do Malfoya i zaczęła analizować na ile procent to mógł być on , o mało nie parsknęła śmiechem.Przecież to MALFOY. Jej wróg numer jeden. Jak mogła tak pomyśleć przecież ma Rona i jest z nim szczęśliwa. Jakby na potwierdzenie swoich myśli ruszyła w stronę Wieży Gryfonów.
Po wejściu do Pokoju Wspólnego zobaczyła Harry'ego i Rona rozgrywających partię Eksplodującego Durnia. Usiadła z nimi przyglądając się grze jej rozmyślania przerwała sowa.
Czekam na panią w moim gabinecie nadal lubię kwachy -Profesor Dumbledore
-Chłopaki muszę iść,do zobaczenia-rzuciła zanim wybiegła. Przed gabinetem zatrzymała się poprawiła włosy, podała chimerze hasło i weszła do środka. Dyrektor stał za swoim biurkiem. Przed nim stały dwa krzesła jeden z nich zajmował Dracon Malfoy.
-Dobrze ,że pani jest. Chciałam wam oznajmić ,że oczekuję od was iż zorganizujecie bal. Musicie wymyślić scenerię, muzykę oraz jedzenie ,które zostanie podane.Nie musicie się martwić o fundusze.Wszystko opłaca szkoła.Chyba nie muszę wam przypominać ,że jako prefekci naczelni pójdziecie tam razem.
-Co?!
-Mam nadzieję ,że nie muszę powtarzać.Możecie już iść.
Dzięki za 2300 wejść na bloga. Komentujcie jak dotąd bardzo mnie to cieszy. Ten rozdział chciałam zadedykować użytkowniczkom Crucio C: ,która narazie gdzieś zniknęła :) Avad ka, Ewelin330 , Nadya Craus , Dramione , Felto nowa , Faceless za cenne wskazówki , Karolinie Dębiak. Dziękuję :)
Zapraszam was na mój drugi blog ,który prowadzę od jakiegoś czasu Blog Czarna
Subskrybuj:
Posty (Atom)
